• Wpisów:415
  • Średnio co: 3 dni
  • Ostatni wpis:12 dni temu
  • Licznik odwiedzin:106 324 / 1311 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Pogoda ostatnio nie zachęca do niczego.
Dalej bez pracy jestem.
Biorę udział w dwóch konkursach- no ale jak to świeżak po studiach raczej mam małe szanse.
Ale nie poddaję się. Codziennie przeglądam oferty pracy.
No i walczę też by odzyskać w końcu swoją starą wagę- czyli 49 kg.

Jak ja mogłam to zaprzepaścić.
No ale nic stało się, trzeba działać.
Do lata osiągnę swój cel- to wiem napewno.
Dziś na obiad makaron zapiekany z pomidorami, cukinią i serem pleśniowym niebieskim.
Pycha. Nie mam pojęcia co na weekend zrobić.
W poniedziałek byłam na ostatnim treningu w terenie.
Pogoda już raczej nie pozwoli na trening na dworzu.




 

 
Hej. No i mamy już październik.
Czas podsumować wrzesień.
Był kiepskim miesiącem.
Przez 2 tygodnie wpieprzałam ponad normę ok 2500 kcal.
Kolejne dwa dietowałam by to zgubić.
I tak jeszcze trochę zostało, ale powoli spada waga.
________________________________________________________________________________________________________
Pracy dalej brak. W ciągu trzech miesięcy miałam zaledwie 2 telefony z których nic nie wypaliło.
Dołuje już mnie to. Ale nie poddaję się .
Dam sobie jeszcze tydzień. A potem biorę co jest.
Bo w domu można oszaleć. Serio.
________________________________________________________________________________________________________
Z S. stwierdziliśmy , że nie idziemy na Botoks, ma same złe opinie, więc raczej kino odpada.
Zaproponował kawę, zobaczymy co z tego wyjdzie.

________________________________________________________________________________________________________

Co do diety mam nadzieję, że w końcu się ogarnę i zgubię te 2 kg, które przybrałam przez pół roku nic nierobienia.

________________________________________________________________________________________________________









 

 
Hej Co tam u Was słychać?
U mnie dieta w tym tygodniu idzie dobrze.
Ćwiczenia też. Dalej szukam pracy. Może w końcu się coś trafi. Mam nadzieję że w tym tygodniu spadnie mi jeszcze trochę ta waga.
S mnie namawia w następnym tygodniu na kino- botoks.
Jakiś nowy film.
Z jednej strony bardzo go lubię, tyle już że sobą gadamy, że nie wyobrażam sobie żebym miała przestać, a z drugiej strony jakoś nie potrafię zrobić tego jednego kroku do przodu .
Do świąt planuje zrzucić miminum te 2 kg.
A do wakacji osiągnąć wagę którą miałam, czyli 49 kg. Już tak dobrze wyglądałam i wpierdzielać mi się zachciało. No ale co takie życie.

Udanego dnia !
 

 
Jestem tydzień po obronie i dalej bez pracy.
No ale liczę na to, że w końcu się coś znajdzie.
Jestem w trakcie okresu więc nawet nie wiem ile ważę.
W czwartek byłam na kawie z S.
Widze, że jemu bardzo zależy.
To ja jestem tą osobą która nie wie czego chce.
Niestety przez kompleksy nie potrafię nawiązać bliższej relacji.

Mam nadzieję że chociaż w nadchodzącym tygodniu ruszy się coś z pracą.
 

 
Hej, ja już po obronie, w piątek wszystko się odbyło. Dieta ostatnie 2 tygodnie to masakra.
Ale za każdym razem walczę od nowa.
Szukanie pracy przede mną.
W czwartek być może szykuje się kawa z S.
Zobaczymy jeszcze.
Od dzisiaj naprawdę biorę się za siebie- obiecuję to sobie.
Do usłyszenia )
 

 
Ostatnie dwa tygodnie poszły mi naprawdę w porządku.
Nie miałam sobie nic do zarzucenia.
Dieta była ok.
Ćwiczenia też były.
Więc co poszło nie tak??
Znów się nawpieprzałam.
Mimo, że nie powinnam. Nawet nie mogę.
Takie kompulusy zdarzają mi się raz na jakieś 3 miesiące. Niby to nie dużo, ale potem czuję się jak ostatnie gówno.
Robiłam sobie pyszną zdrową zupkę.
Postanowiłam skubnąć kawałek wafelka .
I co? Lawina. 3 wafelki . Potem pizza.
Z całej 30 cm został 1 kawałek. I frytki.
Bolał mnie brzuch, ale to było tak pyszne że jadłam.
Potem oczywiście chcica zaspokojna, ale kompletne wyrzuty sumienia.
O tyle dobrze, że to się zdarza naprawdę rzadko .
Ale jednak się zdarza i muszę z tym walczyć.

Teraz żeby zaliczyć ten tydzień muszę jeść po 1600 kcal do końca tygodnia.
Ale dam radę. Skurczę żołądek przy okazji.
Czasami naprawdę zapominam po co to wszystko robię.
No ale to nic. Mam nadzieję, że to się więcej nie powtórzy a co najwyżej skończy na 3 kawałkach pizzy a nie prawie całej.

Poza tym jem naprawdę w miarę zdrowo. Muszę. Ze względu na żołądek.

Terminu obrony dalej nie znam.

Zamierzam wprowadzić do swojej diety rano wodę z miodem odstaną przez noc plus cytrynka. Sezon zachorowań tuż tuz a chociaż zawsze trochę wzmocnię swoją odporność . I powinnam zacząć spożywać kleik z siemienia lnianego na ten żołądek bo ponoć pomaga. Już kiedyś to próbowałam. Jest okropne, ale dla zdrowia będę musiała.









 

 
Hej dziewczyny
Dziś u mnie ładna pogoda, w końcu Trochę słoneczka pod koniec wakacji się przyda.
W małym skrócie co u mnie się działo.
1. W poprzednim tygodniu z dietą było w porządku. Już czuję że jem mniej, żołądek się zmniejszył. Treningów nie było, bo brak czasu i okres ale w tym tygodniu nadrobię.
2. Gastroskopia. No i znowu bakterie plus nadżerka. Tego drugiego się nie spodziewałam. Zabieg był wykonywany pod narkozą i z racji tego, że przed badaniem wypełnia się ankietę dotyczącą tego, czy się zgadza na przeprowadzenie innych zabiegów typu pobranie wycinka albo wycięcie różnych rzeczy zaznaczyłam że nie. Za każdą tą rzecz dodatkowo się płaci a wiecie nigdy nie wiadomo co tam wykryją i czy nie podliczą was na tysiaka. No i nie pobrali mi wycinka z nadżerki, ale mam przyjść za pół roku na kontrolę. Poszłam do lekarza dostałam leki, jak nie przejdzie to wtedy się najwyżej wybiorę drugi raz na badanie.
3. Bolerioza- ostatnio miałam kleszcza. Dla świętego spokoju poszłam zrobić przeciwciała na to dziadostwo- wyszło że nieobecne. Więc chociaż tyle. Najwyższe stężenia osiąga się od 3-6 tygodni od ekspozycji, ja się badałam jakoś w 4 tygodniu, więc myślę że wynik można uznać za wiarygodny.
4. Praca. Zadzwonili z jednej firmy. Zajmującej się produkcją opakowań,kosmetyków i chemii gospodarczej. Ale był to dość dziwny telefon. Babka najpierw się spytała kiedy mogę zacząć. No to mówię jej, że do końca sierpnia (czyli tydzień około) jeszcze jestem w starej pracy a potem już jestem dyspozycyjna. No to zaczęła mi mówić jak wygląda praca. Stanowisko na które aplikowałam to laborant- kontroler jakości . No i mówi że praca jest 3 zmianowa, zmiany są tygodniowe, że to nie jest tylko praca w laboratorium, tylko też trochę w biurze, że czasem trzeba przyjść w soboty i są płatne jako nadgodziny. Ze pierwsza umowa jest na 3 miesiąca, kolejna już o pracę, że są zainteresowani długotrwałą współpracą, że szukają właśnie kogoś kto ma doświadczenie w laboratorium, i że zachowuje sobie to CV i że jak będą zainteresowani to się odezwą . I się rozłączyła zanim zdążyłam o cokolwiek zapytać. Nic nie wspomniała o żadnej rozmowie, ani nic . I nie wiem juz sama czy nie podpasowało jej to że dopiero za tydzień mogę zacząć, czy że w końcu wg nich mam doświdczenie w laboratorium bo tak niekonkretnie się wypowiedziała zabrzmiało to jakbym miała wq niej. Tyle że jedyny kontakt z lab to ja miałam tylko na studiach. No nic będę czekać na telefon.
5. S ciągle męczy o tą kawę a ja sama nie wiem czego chcę. Chyba powinnam dać mu spokój. Jestem tak niestabilna emocjonalnie że to nie jest odpowiedni czas na związek. Rozmawia się nam wspalniale, bardzo go lubię, ale niestety ciągle kompleksy we mnie siedzą. Był zawiedziony tym, że po badaniu nie mógł odwieźć mnie do domu, no ale ja jestem z tych osób które bez potrzeby nie lubią zawracać tyłka innym.
No i napisał że go trochę martwi ta moja zosia samosia, no ale co ja poradzę. Taki typ człowieka ze mnie.
6. Zaraz już wrzesień, więc niebawem moja obrona. Trochę się teraz nawarstwiło tego wszytskiego, ale mam nadzieję że pójdzie gładko. Trochę po tym badaniu kłuje mnie jakoś w klatce lekko, ale nie wiem czy to od narkozy czy ze stresu.Już kiedyś ze stresu tak miałam ae teraz nie mam pojęcia czym to jest spowodowane. Bo naczytałam się w necie że tak, jak ta nadżerka tak też zmiany nowotworowe mogą się obajwiać. Dlatego będę musiałą niebawem wybrać się tam znowu niech mi zrobią ten wyinek. Teraz już wiem co mam i ile będę musiałą zapłacić.
Trochę się rozpisałam, ale życzę Wam udanego tygodnia, mam nadzieję ze pogoda dopisze i jakoś to będzie w końcu )

I jedzonko z ostatniego tygodnia.
Cukinia faszerowana, Pulpety w sosie I ziemniaki z sosem )

A dziś nie mam pojęcia co zrobię albo ryż z sosem meksykańskim albo zupkę jakąś.






Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Ten tydzień zaliczony. Ćwiczone 4 razy. Waga z rana 52,1 kg . Czyli pół kilograma spadło.

Jadłospis:

Poniedziałek
1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Kawa inka, winogron, nerkowce
3. Tagiatelle z marchewką i cukinią
4. Chleb żytni, ser żółty 2 plasterki, polędwica 2 plasterki.


Wtorek:
1. 1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Koktajl z truskawek
3. Pulpety w sosie pomidorowym, kasza gryczana, surówka z kiszonej kapusty.
4. Dwie kromki chleba żytniego, twaróg półtłusty ze śmietaną, rzodkiweka


Środa:
1. 1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Koktajl z truskawek
3. Kasza gryczana, pulpety w sosie pomidorowym, marchewka z jabłkiem.
4. Banan
5. Chleb żytni 2 kromki, masło, 2 plasterki sera, 2 plasterki polędwicy, warzywa.

Czwartek:
1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Muller Mix Macadamia Stars
3. Orzechy brazylijskie
4. Barszcz ukraiński
5. Kefir i winogorn


Piatek:
1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Nerkowce, arbuz
3. Gołąbki siekane, ziemniaki, surówka z kiszonek kapusty
4. Chleb żytni 2 kromki z serem.


Sobota:

1. 1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj, szczypior.
2. Barszcz ukraiński, nerkowce
3. Ziemniaki z sosem pomidorowym i gołąbkiem, surówka z kiszonej
4. Bułka wieloziarnista, masło, 2 plastry sera, pomidor.

Niedziela
1. 1.Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Kawa, orzechy, winogron
3. Plauszki jogurtowe z miodem i jagodami
4. Kefir
5. Bułka wieloziarnista, masło, 2 plastry sera, pomidor.


Jak widać jajecznica- moje ulubione śniadanie , wpadły oczywiście jakieś pojedyńcze cukierki, ale wliczone w bilans. Średnia ilość kalorii w tym tygodniu to 2245 kcal.

W tym spróbuję zejść o do 2100 kcal.
Żołądek się skurcza ) Co mnie bardzo cieszy.

________________________________________________________________________________________________________

W czwartek idę na gastroskopię. Mam nadzieję, że z żołądkiem wszytko ok. Poza tym, nie wiem czy nie zrobić przeciwciał na boleriozę. Wstępne badanie potwierdzające obecność tych bakterii to koszt 42 zł. A jednego kleszcza miałam w tym roku. Mimo, że objawów nie mam to jakoś nie daje mi to spokoju.
S. chce znowu iść na kawę, podpytuje czy kogoś mam no i ogólnie daje znaki (wq mnie ) że chciaby czegoś więcej. Z kolei ja nie wiem czy bym chciała hehehehe. Bardzo go lubię, ale to ja raczej mam problemy z własną psychą i nie wiem czym bym była gotowa na związek. No cóż, pożyjemy, zobaczymy.







  • awatar xLunarWitchx: Jedzonko wygląda apetycznie, ciekawy jadłospis :) Zdrowie najważniejsze, więc zawsze warto zrobić dodatkowe badania.Co do spraw sercowych,czas bywa najlepszym doradcą.Powodzenia ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Hejka dziewczyny. Wczorajszy dzień zaliczyłam. Waga 52.5 kg.
I pomyśleć że rok temu wskazywała 48.5 kg . Głupia ja . Pogubiłam się trochę .
Ale wracam. Wczoraj było bez ćwiczeń, bo trochę żołądek dokuczał.

Jadłospis (2200 KCAL ):
1. Kawa, chleb żytni 2 kromki z masłem, jajecznica z 2,5 jaj.
2. Jogurt, baton dobra kaloria, kawa inka.
3. Tagiatelle z marchewką i cukinią.
4. Orzechy nerkowca
5. Grahamka z masłem, plaster sera, plaster salami, pomidor.

Dzisiejszy dzień mam nadzieję że też będzie zaliczony. W planach na obiad pieczone placki ziemniaczane. Trening mam nadzieję też będzie.

Odliczam dni do obrony. Po obronie zarejestruje się w Urzędzie Pracy i może trafi się jakiś staż na początek. Bo puki co wysyłam CV i cisza. Wszyscy też mnie namawiają na prawko. Mama nawet mi chce dać kasę, ale ja nie chcę. Głupio mi po prostu tak brać od niej. Ze swoich puki co nie mogę odłożyć nic, bo problemy zdrowotne pochłaniają sporą część mojej marnej pensji. Niestety dermatolog, problemy ze stawami i żołądkiem miesięcznie trochę kosztują. Poza tym po co mi to prawko jak i tak puki co nie stać mnie na auto. Więc nie wiem o zrobię.

Poza tym cały czas obserwuję swoją cerę. I widzę duże powiązanie pomiędzy spożywanymi produktami a jej stanem .
Na pewno źle reaguję na tłuszcze trans, które zawiera większość przetworzonych produktów.
Nie zamierzam rezygnować także z masła. Znudziły już mi się te margaryny. I myślę że tym razem zrezygnuję z jogurtu naturalnego na rzecz śmietany 12 %.
No niestety nie potrafię się przekonać do smaku jogurtu, mimo że przez ostatnie 2 lata robiłam na nim sosy, dodawałam zamiast śmietany do twarogu.
Ale teraz jak mam zjeść twaróg z jogurtem to mi się nie chce. Może będę po prostu mieszać. Zobaczymy.

Udanego dnia.
 

 
Czy to wszystko, co osiągnęłam jest warte tego aby to stracić? Przez niepanowanie nad sobą? Oczywiście, że nie. A jestem na dobrej drodze aby tak było.
Przejrzałam sobie swoje stare wpisy od początku i uświadomiłam sobie że przecież ja potrafię.
Kiedyś miałam motywację. Znajdę ją i teraz.
Udowodnię to sobie , przecież w końcu nie mogę zmarnować 2 lat ciężkiej pracy nad sobą.
Dzisiaj humor słaby, ale to jest bardziej spowodowane sytuacją życiową. Szans na lepszą pracę ani widu ani słychu. No ale nic, nie poddaję się.

________________________________________________________________________________________________________

Dzisiejszy jadłospis (2100 kal):
1. Chleb żytni (2 kromki z masłem), jajecznica z 2.5 jaj (2 białka, 3 żółtka), kawa.
2.Kawa inka, orzechy nerkowca, winogron
3. Makaron tagiatelle z marchewką i cukinią.
4. Chleb żytni (2 kromki z masłem), 2 plasterki, żółtego sera, pomidor.
 

 
Już prawie mamy sierpień. Kiedy to zleciało. Nie mam pojęcia. Dieta w lipcu trochę poległa. Za to ćwiczenia były. Aktualnie mam @ i trochę walczę ze sobą. Ostatnio jak wróciłam z roweru znalazłam kleszcza. Mam nadzieję że nie był nosicielem żadnej choroby.
Z pracą dalej lipa, nikt się nie odzywa.
Co do S. to też różnie bywa. Niby daje jakieś tam znaki, że mu zależy, ale z kolei potem zaczyn mi gadać o jakiejś swojej kumpeli i jej problemami z facetem.
Ja się zdystansowałam i daje się sytuacji rozwijać swoim tempem. Udanej niedzieli.
 

 
No dziewczyny muszę się Wam przyznać, że w tym tygodniu dietę zawaliłam. Średnio 2600 kcal.
Tak dużo to jeszcze nie było. Brzuch mam jak balon.
U mnie zazwyczaj jest tak że jeden tydzień idzie mi dobrze, drugi totalnie zawalam.
Ale chociaż treningi wykonane. O ile dzisiaj pójdę na rower to będą 4 treningi po 1.5 h na rowerze.
W piątek poroznosiłam po firmach CV. W większości patrzyli się na mnie jak na głupka.
Już chyba nigdzie raczej nie będę roznosić bo lista potencjalnych pracodawców dobiegła końca.
Po obronie zarejestruje się w biurze pracy, może trafi się jakiś staż w zawodzie.
No i codziennie przeglądam oferty na OLX, Pracuj.Pl itd. Nie wiem co jeszcze mogę zrobić by znaleźć w miarę spoko prace. Pozostało mi czekać.
S. zaprosił mnie znowu na kawę. Oczywiście się zgodziłam, ale ciągle gdzieś tam z tyłu głowy mam że może wcale nie powinnam iść, że powinnam dać mu spokój, że kto by chciał być z takim nieudacznikiem itp., itd. Niestety ciągle kompleksy we mnie siedzą. I pewnie będą siedzieć do końca życia.
Ale obiecałam sobie, że może i nie będę mieć super pracy, nie będę dużo zarabiać, nie będę mieć faceta, ale chociaż będę szczupła.
Tak na zakończenie. Udanego nadchodzącego tygodnia.
 

 
Już połowa lipca. A ja dalej tkwię w jednym punkcie. Szukanie pracy idzie marnie. Chyba na jakąś , lepszą ' nie ma szans. No, ale pożyjemy zobaczymy. Po obronie zarejestruje się w biurze pracy może się jakiś staż trafi. Byłam poroznosić CV po firmach ale patrzyli się na mnie jak na głupka. Na internecie same oferty kasjer- sprzedawca.
Co do diety jest ok. Czasem wpadnie coś słodkiego , ale z umiarem. Chyba już się ogarnęłam. Kupiłam rower. Stwierdziłam, że jak teraz nie kupię to potem już mogę w ogóle nie kupić bo będę żałować tysiaka na niego. Robiłam ostatnio badania krwi, podstawowe, plus CRP i RF. Wszystkie w normie. Kusi mnie jeszcze zbadanie cukru ale to drogi interes, a puki co nie mam żadnych objawów. Przez te 7 miesięcy obżerania rzędu 2300- 2500 kcal i braku jakichkolwiek ćwiczeń przytyłam 2 kg, więc chyba to nie jest jakiś tragiczny wynik. Te kilogramy są efektem obżarstwa a nie problemów zdrowotnych typu cukier, tarczyca, czy inne rzeczy. Ostatnio na ruszt wpadła tortilla meksykańska, ale zjadłam tylko 1 placka bo te kupne tortille są paskudne i ten skład. Masakra. Resztę placków wyrzuciłam na dach garażu, może ptaki wydziubią albo ulegną destrukcji. No i też moje ulubione placuszki były wczoraj na kolację. Ziemniak, cukinia, marchewka i sos czosnkowy.
Chciałbym mieć chociaż jakąś ogarniętą pracę. Tyle że ja chyba mam zadatki na życiowego nieudacznika.
I się chyba nigdy nie wyniosę od mamusi.
Na swoje utrzymanie bym potrzebowała:
- ok. 400 zł jedzenie
- ok. 500 zł wynajem pokoju + ok. 200 zł jakieś rachunki typu internet itd, telefon.
- ok. 300 zł leki- leczę się u dermatologa (kiedyś miałam bardzo al to bardzo duży problem z trądzikiem. Ostatnim ratunkiem był dla mnie Izotek. Gdyby on mi wtedy nie pomógł to chyba już bym dawno sobie kulę w łeb strzeliła. Moja twarz to był guz na guzie. I moja twarz nie miała normalnego koloru była po prostu sina. Nie mogłam nic zjeść poza domem np. na uczelni bo każdy ruch szczęką powodował pękanie zmian ropnych i zaczęła mi lecieć krew i ropa To był najgorszy okres w moim życiu i pozostawił największe piętno na mojej psychice. ) . Dlatego teraz jest tak ważne dla mnie by utrzymać ten efekt.
Dodatkowo leki na żołądek (Helikobacter i choroba wrzodowa), plus ostatnio doszły problemy ortopedyczne- choroba zwyrodnieniowa stawów. Łącznie miesięcznie na leki potrzebuję około 300 zł.
- do tego Rosmann (Szampony,maszynki do golenia, pasty do zębów, kremy, podaski ,tampony, itp itd )- ok. 100 - 150 zł.

To daje około 1500 zł/ Miesięcznie . Czyli dosłownie na styk. Niestety boję się, że sobie nie poradzę. Jak dostanę gdzieś najniższą krajową. A przecież czasem trzeba kupić kurtkę na zimę czy gdzieś wyjść.
Masakra po prostu. Chyba będę do końca życia wynajmować najtańszy pokój . No ale co takie życie. Przecież nikt przy takich zarobkach nawet kredytu mi nie da. A szansę na jakikolwiek związek i życie we dwójkę są u mnie po prostu marne. A wszyscy mnie jeszcze na prawko wysyłają. Przecież paliwo kosztuje, samochód też kosztuje, a jak się kupi jakiegoś złoma to się będzie wiecznie ładować w niego kasę.

No ale to nic, koniec marudzenia. Jakoś to będzie mam nadzieję, może się uda gdzieś dodatkowo te 200- 300 zł dorobić jeszcze i jakoś będę ciągnąć.

Zdjęcia figury aktualne. 51,7 kg, zdjęcie roweru, i jedzonka.









  • awatar kraseczka: @loveisblindd: Juz nie stosuje od jakis dwoch lat ale opowiednie leki plus pielegnacja caly czas musi byc bz tego wszyteko wraca
  • awatar loveisblindd: Kraseczka a jak długo jeszcze musisz zażywać Izotek? Ja pamietam, że zażywałam kilka miesięcy i potem koniec z problemami.
  • awatar tease: A właśnie - świetnie wyglądasz. Ja po takim czasie objadania się słodyczami na pewno przytyłabym więcej. O 51kg na razie mogę pomarzyć. Teraz ważę 70 więc trochę drogi przede mną :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
No właśnie, bo miałam ułożony jakiś plan w głowie, ale że do obrony nie doszło to nie wiem co mam robić. Czy szukać jakieś roboty na 1.5 miesiąca czy zacząć szukać w zawodzie. Czy zostać w domu czy się wyprowadzać. Ciężkie decyzje. Nawet jakby się trafił jakiś staż, to przecież za te 900 zł nie ma szans żeby się utrzymać. Ech zazdroszczę tym co mają jakiś plan na życie, faceta, prace i mogą w miarę spokojnie żyć.
 

 
Hej Dawno nie pisałam. Pochłonęło mnie pisanie magisterki. Praca napisana i oddana. Ale. No właśnie.
______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Nie odbędzie się, gdyż nie mogę znaleźć profesora, który w lipcu byłby na uczelni. Wszyscy na urlopach. Więc o ile jutro promotor nikogo nie załatwi obrony nie będzie.

A co po tych studiach ? Sama nie wiem. Niby będę mieć tego mgr inż. ale pracy jak na lekarstwo.
Przyznam się że trochę się boję tego co będzie, bo z obecnej pracy nie będę w stanie się utrzymać.

A chciałabym się w końcu wyprowadzić z domu i chociaż wynająć jakiś pokój.


Dieta? Jako tako, czyli raz lepiej raz gorzej, tak jak z ćwiczeniami. Niestety kolana czasami dokuczają, nic nie poradzę na to.


A co do spraw osobistych? Bez zmian. Z S. spotykam się może raz w miesiącu na kawę i tyle. Oprócz tego gadamy codziennie na Messengerze. Nie wiem może ja go powinnam gdzieś zaprosić? Jak myślicie? Chociaż ja raczej mam podejście, że to facet powinien się starać. Zobaczymy co z tego będzie. Może coś fajnego, a może wielkie nic.
 

 
Żyję i mam się dobrze. Czasu trochę mało , bo czas goni, trzeba kończyć magisterkę i ogólnie jak zwykle mam 100 rzeczy do zrobienia na raz.
Ostatnio byłam na kawie z S., trochę mnie koleżanka ,zhejtowała' to stwierdziła że śmiesznie wygląda taka różnica wzrostu u par. Chociaż my parą nie jesteśmy, puki co tylko się czasem spotkamy. Ja mam 153 cm wzrostu on 183. Trochę mnie to najpierw rozśmieszyło, a potem w sumie zdołowało. Nie wiem czemu. Chodzę i w obcasach i bez, wiadomo nie będę codziennie przecież na szpilkach latać. Skoro on ciągle ze mną gada, to chyba wychodzi na to że mu to nie przeszkadza.

A co do wagi, to spada powoli. Zmniejszam żołądek. Nie wiem co mi odbiło żeby przez pół roku się obżerać, naprawdę. Czasem człowiek może potrzebuje takiej przerwy, nie mam pojęcia. Ale ostatnio idzie mi coraz lepiej.

Poniedziałek (2200 kcal)
1. Herbata, bułka wieloziarnista, masło, 1 plaster sera, 2 plasterki szynki, ogórek kiszony.
2. Kawa, grahamka z szynką, ogórek kiszony.
3. Banan *2, sok pomarańczowy
4. Ziemniaki, sałata z jogurtem, gołabki siekane.
5. Koktajl z kefiru, truskawek i miodu.

Wtorek: (2200 kcal)
1. Herbata, 2 kromki chleba żytniego, plaster sera, ogórek kiszony.
2. Banan *2
3. Winogron
4. Ziemniaki, sałata z jogurtem, gołąbek siekany.
5. Kefir

Środa(2200kcal):
1. Chleb żytni 2 kromki, masło, jajecznica z 2,5 jaj(2 białka, 3 żółtka), szczypior.
2. Orzechy nerkowca 50 g
3. Krem z pomidorów
4. Ryż, cukinia w sosie pomidorowym
5. Chleb żytni 2 kromki z serem i warzywami

Czwartek(2300 kcal).
1. Kawa, grahamka z serem 1 plaster, ogorek kiszony.
2. 50 g nerkowców
3. Botwinka z jajkiem
4. Winogron
5. Bułka fitness z jajkiem, warzywami


No więc tak wyglądają mniej więcej moje posiłki. Co zmienić? Może macie jakieś rady??
 

 
Tak jak mówiłam. Od listopada nie ćwiczyłam. A mniej więcej od stycznia zaczęło się porządne obżeranie. Myślałam że mam nad tym kontrolę, ale nie. Waga wzrastała stopniowo i jeszcze 1,5 tygodnia temu wskazywała kilogram na plusie. Mieściłam się w moje super ekstra dopasowane letnie spodnie. A tu nagle Boom. Dodatkowe kilogramy, przez co waga wskazała 52,8 kg. Czyli w sumie w 5 miesięcy przytyłam 3 kg.

Wcześniej miałam przebłyski żeby zakończyć to obżeranie.Ale ten kilogram plusowy jakoś mnie nie zamartwiał.Dopiero jak mi skoczyła waga to się wtedy na poważnie przestraszyłam. Od stycznia 2016 roku do grudnia trzymałam wagę 49,0 kg.
A od listopada 2014 roku schudłam ponad 10 kg. Stopniowo, bez pośpiechu.
I nie wiem czy nagle coś mi się w głowie poprzestawiało. Czy mi znudziło to całe dietowanie i ćwiczenie. Po prostu zmęczenie tym wszytskim. Może tak miało byc. Te 3 kg to nie jest tragedia, do tych 10 co schudłam a miałam lekką nadwagę. Dlatego być może tak miało być. Aby zrozumieć.

Prezentowało się to mniej więcej tak, jak w poniższej tabeli. Ale po połrocznej przerwie wracam do gry.











Tak wyglądam aktualnie

  • awatar fitgranola: Powiem Ci że ja i tak się dziwię że tak mało przytylas jak na to co opisywalas. Ja tyje momentalnie i to spore ilości kg..
  • awatar tease: Ładnie wyglądasz. a 3kg to wcale nie jest dużo, wazne, ze w pore sie opamietalas. obzeranie sie jest okropne. ja wiem po sobie, ze jak nie jem niczego zakazanego jest ok. ale wystaczy, ze tylko zjem batonika, czipsa i juz wszystko na marne bo poplyne z jedzeniem. takze u mnie ograniczenia nie dzialaja. wszystko albo nic to jedyna sluszna metoda. powodzenia
  • awatar ωαℓ ѕιę тσ נєѕт мóנ śωιαт ! <3 נ: też mam za sobą zrzucenie sporej ilości kg i po czasie nabrania paru , także jesteśmy w takiej samej sytuacji ;) życzę powodzenia, trzymam kciuki ! ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Nie ćwiczyłam od listopada. Diety nie trzymam od bardzo dawna. Przez ostatnie 3 miesiące jadłam około 2400 kcal. Tak to właśnie bywa. Tydzień jest dobrze, tydzień źle. Tydzień dobrze, tydzień źle i tak w kółko. Nie mam pojęcia czy kiedykolwiek znowu się ogarnę. Może jak znowu waga pokaże 10 kg na plusie to wtedy się ocknę.
Teraz mało się odzywam bo magisterkę trzeba pisać, juwenalia były po drodze. Mimo to każdego dnia próbuję walczyć. Moja obecna figura widnieje na zjeciu. A nie wiem ile ważę, bo każdego dnia wpierdalam tyle że na drugi dzień mam pełne jelita, zatrzymana woda itd więc bez sensu się ważyć.Po tygodniu czystej michy powinien być realny wynik.
  • awatar pancakes: mam to samo z jedzeniem ostatnio ;/ @tak to ten kolega, 16 lat różnicy, teraz w separacji z żoną
  • awatar Life of little girl: Szczerze? Całkiem fajnie wyglądasz. Nie zrujnuj tego obżarstwem, proszę Cię :-)
  • awatar MakeUpYourLife: Po co liczysz kalorie ? Ciagle na diecie i nie wiesz co dobre co zle ? Wyluzuj
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej hej, jak Wam mineła majówka? U mnie w domu, pisanie pracy mgr, itd.
Z dietą trochę ogarnełam, nie jem już aż tyle. Nie mam napadów, panuje nad zachciankami.

Niedziela (2100 kcal):
1. Jajecznica z 2,5 jaj (2 białka i 3 żółtka) , 2 kromki chleba żytniego z masłem, szczypior, kawa.
2. Banan *2
3. Winogron
4. Placki z cukinii z sosem czosnkowym
5. Zupa krem z pomidorów, bagietka czosnkowa.


Poniedziałek (2200 kcal ):
1. Jajecznica z 2,5 jaj (2 białka i 3 żółtka) , 2 kromki chleba żytniego z masłem, szczypior, kawa.
2. Kefir
3. Zupa krem z pomidorów, bagietka czosnkowa,
4. Placki ziemniaczane pieczone
5. Winogron



Wtorek (2200 kcal):
1. Jajecznica z 2,5 jaj (2 białka i 3 żółtka) , 2 kromki chleba żytniego z masłem, szczypior, kawa.
2. Zupa krem z pomidorów, bagietka czosnkowa
3. Banan *2,
4. Twix
5. Chleb żytni 2 kromki z serem, warzywami.


Środa2800 kcal)

1. Jajecznica z 2,5 jaj (2 białka i 3 żółtka) , 2 kromki chleba żytniego z masłem, szczypior, kawa.
2. Kawa, Twix
3. Pizza domowa
4. Winogron


Wczoraj troszkę zaszalałam , wszyteko przez ta pizzę,ale była pyszna ) No i sukces dla mnie ootrafię zjeś batona i tylko batona. A nie batona czipsow i żelkow,)Nie zamierzam całkowicie rezygnowac ze słodyczy.
  • awatar fitgranola: Ciężko się powstrzymać i poprzestać tylko na 1 batonie. To naprawdę nie lada wyczyn także możesz być z siebie dumna;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Przez moje obżarstwo.
Tak właśnie.
Od października wpierdzielam aż miło.
I pomyśleć że tylko ponad 1 kg na plusie.
Aż szok i modlić się aby nie poleciało więcej.
Ale tak , jak kiedyś wspominałam że jak człowiek schudnie to już się czuje trochę zbyt pewny siebie i swojej wagi. A potem siesta. A po niej żal.
No ale cóż, tak bywa.
Nie poddaję się i walczę dalej .
Z ćwiczeniami narazie jestem na bakier, bo czeka mnie zabieg chirurgiczny na usunięcie kurzajki na stopie.
Czas w końcu wziąsć się w garść i zacząć pisać magisterkę. Potem dam znać , jak mi dzisiaj z dieta poszło
 

 
1. Kawa, bułka wieloziarnista z miodem, jajecznica z 2 jaj (540 kcal)
2. Omlet biszkoptowy z konfiturą wiśniową (300 kcal).
3. Warzywa zapiekane z sosem beszamelowym i plasterkiem sera (574 kcal)
4. Mała grahamka z masłem, pół kostki twarogu półtłustego ze śmietaną 12 %, pół papryki zielonej (473 kcal).
5. Banan (113 kcal)

Suma: 2000 kcal
Trening:Brak.

Mam nadzieję, że już dzisiaj niczym się nie nażrę więcej. Ze moja silna wola wygra.
Dzień bez słodyczy- sukces.
 

 
I wolę nie wiedzieć. Przez ostatni tydzień przed świętami popłynęłam z tymi słodyczami---->>>Jednak one wygrały. I po świętach poszłam z siostrą na pizze i do kina, po kinie kawa i ciasto a dziś brak czasu na śniadanie, na obiad De Vollay ze świąt z ziemniakami i surówką, a potem jak przyszłam to Snickers. No więc brawo brawo.

Postanowiłam , że nie będę jeść to, na co mam ochotę, tylko to co zaplanuję.
Bo jak ja nie zaplanuję to obiadu normalnego nie zjem. Tylko skończy się na snickersie. Bo przychodzę do domu i nic nie ma , lodówka pusta, czasu na gotowanie brak i masz ci los.

Moja noga dalej chora, dalej nie ćwiczę. Nie wiem kiedy to wyleczę dziadostwo.

A jaki wy macie patent na obiady? Planujecie? Czy ktoś wam gotuje? Czy na spontana?
 

 
To jest zapas słodyczy , które kupiła moja mama.
Ona jest gruba, jej jest wszystko jedno co je.
Kupuje masę tych słodyczy i tylko kuszą.
Jak myślicie ile wytrzymam?
Chyba dopóki się nie wyprowadzę to tak to już będzie, bo jak człowiek nie ma słodyczy pod nosem to nie je. A jak ma to kuszą.







No ale bilans z dziś:
1. Kawa, grahamka z serem i warzywami
2. Dwa banany
3. Sok pomarańczowy
4. Kawa, jabłko, omlet z 2 jaj i łyżki mąki z łyżeczka miodu i dwoma startymi kostkami czekolady
5. Grahamka z serkiem kanapkowym, jajkiem i warzywami. Kcal: 2200
  • awatar vill vind: u mnie w robocie klienci przynoszą czasami jakieś czekoladki merci, czekolady wedla, milka i wszystko otwarte i pod ręką... znam ten ból i mam czasami chwile słabości :D no bo jak to nie zjeść takiej czekoladki do kawy :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
U mnie tak właśnie jest. Jak już zacznie być lepiej, to zaraz robi się gorzej.
Aktualnie nie ćwiczę bo przypałętało się do mnie jakieś dziadostwo na nodze.
Z kurzajki zrobił mi się stan zapalny, nie mogę stawać na tej nodze, więc muszę poczekać, aż się wykuruję, zejdzie ropa i dopiero ją usunę.Poroznosiło mi się to na ręce, zrobił stan zapalny oczu. Itd....


Bilans na dziś:
I: Kawa, 2 kromki chleba żytniego z masłem, jajecznica z 2.5 jaja (ja robię tak , że daję 2 całe jajka plus dodatkowe żółtko , wtedy mi lepiej smakuje ), szczypior.
II. Kefir
III: Zupa krem z brokuła z prażonymi migdałami
IV:Zupa krem z brokuła z prażonymi migdałami
V. 2 kromki chleba żytniego z serem i warzywami.

Kcal: 2000


Wagi nie znam, bo mam okres, ale biorę się za pisanie magisterki.
1 dzień nie tknęłam słodyczy.
 

 
U mnie z dieta trochę lepiej. Nie ćwiczę bo zrobił mi się jakiś mega odcisk na nodze. Nie pomaga nic, a jest tylko gorzej. O ile to w ogóle jest odcisk. Dziś zasnęłam o 4 nad ranem bo tak dziadostwo bolało.
Wczoraj byłam na kawie z S. Jak zawsze miło się gadało. Nie widujemy sie często bo brak czasu itp, itd, na początku więcej gadaliśmy na Fb ze soba. No i jakoś przed świętami stwierdziłam że ok dam się zaprosić na kawę, widzę że mu zależy. Od swiąt widzieliśmy się 4-5 razy. Za każdym razem nie żałowałam że poszłam sie spotkac. No a wczoraj jak już wróciłam do domu to napisał słuchaj a ty nie szukasz chłopaka bo bardzo fajnie mi się z tobą rozmawia? Hehehe no trochę mnie zaskoczył, nie powiem. Z jednej strony fajnie by było kogoś mieć, ale z 2 strony chyba nie jestem gotowa jeszcze. Więc nie wiedziałam co napisac. Tak to jest , jak człowiek jest niezdecydowany i nie wie sam czego chce. No ale jakoś wybrnełam z sytuacji i napisalam że troche chyba za krótko się znamy i żeby nie wysuwał pochopnych wniosków.
Nie wiem czy zrobiłam dobrze czy źle, czy powinnam całkiem dać mu spokój, skoro nie potrafię się określic. Sama nie wiem.
  • awatar black5775: A ja myślę, że powinnaś dać mu szansę, jeśli go lubisz i Ci się podoba to spróbuj, człowiek nigdy nie będzie w 100% gotowy na wszystko
  • awatar fitgranola: Szkoda? bo widać że chłopakowi na tobie zależy a ty przez swoje problemy boisz się wejść relacje. Daj mu szansę!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Depresja ? Ani mowy nie ma.
Mam ostatnio gorsze dni, ale każdy takie ma.
Psycholog to jest ostatnia osoba , która by mi mogła pomóc. Niestety jak sie zdrowie sypie to czasem trudno budzić się z uśmiechem na ustach.
Ale takie życie, nie każdy musi być zdrowy.
Mam cel.
Będę działac.
Bo jak się ma cel to jakoś tak inaczej.
Chociaż zadbam a to, nad czym mogę popracować.
A zostawię to, na co już nie mam wpływu.
Cel 1- do świąt- 48,0 kg. Uda się.
Do wakacji- miło by było mieć 7 z przodu
Dzisiaj pisanie pracy mnie czeka, obiad robiłam wczoraj.Trening , zrobić brwi i niedziela zleci.






Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Czyli znowu się nażarłam. Parę dni było ok .
I znowu to .
Było dobrze. Zdrowe śniadanko. A potem ptasie mleczko. I się zaczeło. Poszłam do sklepu . Chciałam chipsy, pizze, jakieś ciastka albo batonika.
Naszczeście (albo i nie) wziełam tylko chipsy.
Ale naprawdę miałam ochotę się nażreć wszystkiego.
Wiem, że to zależy ode mnie. Ze to siedzi w mojej głowie. I że sama muszę sobie z tym poradzić.
S chyba się obraził, że ostatnio nie chciałam się spotkać. No ale cóż, tak bywa. Ja za nim latać nie będę.
Nic już dziś nie będę jeść, bo i tak przekroczyłam limit.
Jutro będzie nowy dzień z nową szansą na ogarnięcie się.
  • awatar Woman In A small Town: To chyba coś w powietrzu :/ ostatnie kilka dni też fajnie z jedzonkiem się trzymałam, a dzisiaj i wczoraj masakra!!!
  • awatar helloubiczyz: od kilku dni mam to samo. mega ochota na wszystko. napad wisi w powietrzu...
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Bo pierwsze co przychodzę do domu po uczelni to leżing.
Kawa, odpoczynek, który przeciąga się do wieczora i w efekcie nie robię już nic.
A obrona za 3.5 miesiąca.Praca sama się nie napisze. A tyłek nie zrobi.
Tez mam w planach treningi.
Ale co z tego wyjdzie- zobaczymy.
Muszę obmyśleć jakiś plan działania bo bez niego to będę tak nic nie robić całe dnie.
No i oczywiście ograniczenie siedzenia na intrnecie i czytania Vitalii . Bo to zabijacz czasu.
Obiecuję sobie, że choćby była 22 i będe mega zmęczona to i tak zrobię ten trening. Ten jeden krok w przód.
  • awatar Mi ki <3: Jest ciężko złamać przyzwyczajenia xd szczególnie kiedy organizm każe robić co innego :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wpis tylko dla znajomych

Wpis tylko dla znajomych

 

 
Ani moje chujowe zdrowie . Ani szczupła sylwetka.
Od 20 roku życia męczę się z Helikobakter.
Antybiotyki 3 razy w roku to norma.
Pomagają na chwilę, ale to dziadostwo ciągle wraca.
Do tego mam cały biały język .
I prawie wszystkie objawy Candidy.
W tym roku zdiagnozowano u mnie chorobę zwyrodnieniową stawów.
Mówiąc lekarzowi o grzybicy tylko mnie wyśmiał.
Przy tym wszytkim dieta to podstawa .
Tego mogę, tamtego nie mogę . Itd....
Przy Candidzie prawie nic nie można.
Żeby zacząć to leczyć trzeba mieć ok. 2000-2500 zł.
Całe moje oszczędności .
Bo niestety lekarze jak słyszą o grzybie to tylko wyśmiać potrafią.
Przez to wszystko tylko siedzę i użalam się nad sobą.
Nie wiem co mam jeść.
W efekcie albo nie jem nic albo idę ze złości nażreć się fast foodów.
Bo co mi zostało.
Skoro jestem w martwym punkcie.
Rzadko spotykam się ze znajomymi.
Dodatkowo S, z którym byłam na kilku kawach znowu od 2 tygodni chce sie spotkac ale ja nawet nie mam ochoty.
Chciał sie spotkać na dzien kobiet, to stwierdziłam ze nie mam czasu, chciał dzisiaj odwieźć do domu , ale jakoś olałam sprawę .

Kiedyś po tygodniu obżarstwa potrafiłam się ogarnąć.
A teraz jak tu znaleźć czas na godzinę treningu rehabiltacyjnego na nogę plus dodatkową godzinę na swój trening.

Chyba wypadłam z gry.
Mimo wszytko dalej będę próbować walczyć.
Ale skoro po takim czasie się nie ogarnęłam, to już marne szanse że mi się uda.
 

 
2 dni do okresu. Nie chcę głośno komentować tego, co zrobiłam wczoraj.
Na śniadanko było zdrowo.
Chleb żytni i jajecznica.
Potem zaczęło się rozmyślanie nad swoim marnym życiem.
Co mogłam zrobić, a nie zrobiłam.
Czego nie mam ja, a inni mają.
No i poszedł w ruch jeden cukierek, drugi , trzeci.
Zaczęłam potem robić obiad.
Miały być warzywka na patelnię i sosik czosnkowy.
No to zaczęłam dusić te warzywka, robić ten sosik.
Warzywka smakowały mi mdło, bez smaku, rozciapciane.
Sos jakiś gorzki.
Więc stwierdziłam że pójdę po pizzę.
Kupiłam jakąś mrożonkę i paczkę ciastek.
To przynajmniej miało jakiś smak.
I tak to właśnie u mnie bywa ostatnio.
To obżarstwo siedzi w mojej głowie.
Ale ja wiem , że potrafię się ogranąć.
Nie zaprzepaszczę tych ponad 10 kg, które schudłam, przez jakieś obżarstwo, bo wiem, że potrafię.

______________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Zmiana tematu. Wiosna tuż tuż.
Ta zima była dla mnie okropna.
Totalnie się rozleniwiłam.
4 miesiące bez ćwiczeń i kiepskiej diety.
A w zasadzie jej brak .
Człowiek musi naprawdę sięgnąć dna , by się ogarnąć.
Bynajmniej ja.
Dieta to jedno, pielęgnacja to drugie.
Dietę muszę ogranąć, wiem to.
Długo tak nie pociągnę na takim żarciu.
Bo jedzeniem tego nazwać nie można.
Więc po 1 muszę ogarnąć dietę i ćwiczenia.
Od niewłaściwej diety moja cera wariuje.
Mój cel to wzmocnienie mięśni , bo przytyć jako tako nie przytyłam. Mam kilogram do przodu, ale wiem że to wina obżarstwa po 2500 kcal/dzień i zbliżającego się okresu. Więc po paru dniach normalnego odżywiania wszytko wróci do normy.
Po drugie muszę ogarnąć cerę. I te wszystkie blizny. Które mi zostały po drapaniu .
Moja cera znów musi wyglądać świetliście, a ciało ma być jędrne i zbite, a nie jakiś flaczek.
Jako, że nie mogę robić brzucha, przez kręgosłup skupię się na nogach, ramionach i tyłku.
Od 2 lat ćwiczę Mel B więc przy niej zostanę plus dodatkowo ćwiczenia rehabilitacyjne wzmacniające mięśnie. No i mam nadzieję, że znowu u mnie na talerzu będzie zdrowo, pysznie i kolorowo.
A wy jakie macie plany na wiosnę?
  • awatar soyoung: Hej, obserwowałam twój blog jeszcze zanim dołączyłam do pingera. Jesteś naprawdę dobrą motywacją :) Sama się staram od niedawna schudnąć i patrząc na takie osoby jak ty, ktore mimo przeciwnosci się nie poddaja, to naprawdę wierzę, że i mi się uda. Powodzenia w dalszej walce!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›