• Wpisów:492
  • Średnio co: 4 dni
  • Ostatni wpis:2 dni temu
  • Licznik odwiedzin:132 396 / 2139 dni
Jesteś niezalogowany. Niektóre wpisy dostępne są tylko dla znajomych.
 
Od jakiegoś pół roku mój dzień wygląda tak samo.
Praca------->Po pracy jakiś obiad na mieście ------->>Kawa i ciasto.
Czyli obżarstwo.
Stwierdziłam, że wybiorę się do dietetyka.
Mam mnóstwo e-booków, książek z przepisami, ale cały czas mam problem z ilością i jakością .
Siedzę, zastanawiam się co jutro zjem i z tego zastanawiania się nic nie wychodzi.
Bo na to nie mam ochoty, tu nie mam składników itp. itd.,
No i mam problem bo u mnie śniadanie i kolacja to chleb.
Mimo iż mam mnóstwo pomysłów na jakieś omlety,owsianki,placki jakoś sama nie umiem tego zorganizować.
Kiedyś potrafiłam.
Jeszcze ta praca tak mnie dobija.
Niedobrze mi się robi jak mam tam iść.
Na nic po tej robocie nie mam siły.
W tym sanepidzie musiałam odmówić. Ta dyspozycyjność to u mnie problem.
Już tam w nosie mam najniższą pensję.
No ale trzeba być pod telefonem i na zawołanie nawet do późnych godzin wieczornych,
a że ja mieszkam na wsi, nie mam prawka, czyli jestem życiową ofermą musiałam odmówić.
A za tą pensję nawet nic nie wynajmę .
Czekam jeszcze na ten urząd miasta.|
Myślicie, że warto iść? Zmarnować dzień na żądanie i iść na konkurs??
To już będzie mój 2 dzień na żądanie w tym roku,
do grudnia zostaną mi cale dwa.
Do tego sanepidu udało mi się wypisać na godzinkę, ale mam tam 5 min drogi i byłam umówiona sama na konkretną godzinę więc wiedziałam że się wyrobię w max godzinkę.
|A taki konkurs zazwyczaj na 8 bądź 9 potem rozmowy, Cały dzień.
Bardzo duży wpływ na moje obżarstwo ma też praca,wychodzę z niej wkurzona, zmęczona.
I idę się nażreć.
Atmosfera w pracy napięta. Bo kierowniczka już podejrzewa że kombinuje a by się stąd wyrwać. Była koordynator mi powiedziała bo wpadła do niej kierowniczka..
Nie mogę spać . Kupiłam jakieś tabletki ułatwiające zasypianie ziołowe.
Bo kładąc się spać analizuje.
I tak do 2 w nocy a o 5 trzeba wstać.
Miałam już w miarę normalne życie. Tylko wszystko zepsułam.
Miałam fajnego faceta, plany na przyszłośc.
W miarę normalne zajęcie . Nie siedziałam wtedy na magazynie.
To stałam się niczym, zerem. Znowu na dnie.
A teraz . Nie myśle o przyszłości,
jak ja teraźniejszości nie ogarniam.
Choruję, nie mogę wyzdrowieć , ciężko o zmianę pracy.
Podejrzewam że dopóki nie zmienie tej pracy to ani nie schudnę, ani nie poprawi mi się zdrowie.
Bo mnie ona wyniszcza,
Prawka nie zrobie , bo zdrowie nie pozwala i nie ma kasy., bo cała kasa idzie na leki i lekarzy.
I takie zamknięte koło się toczy.
 

 
Ale żenada w tym sanepidzie. Powiedzieli że 2600 brutto .czyli 1900 do ręki.

I dopóki nie zrobię studiów podyplomowych to nawet nie ma szans na coś więcej.

Praca od 7.30 do 15 ale często jest tak że w weekendy w wakacje
trzeba jeździć po powiecie np. Po plażach wodę pobierać badać.

Jak jest jakaś akcja coś się stanie to nieważne że np godzina 22
jest musisz być na jakiejś tam kontroli.

No i kontrola szkół , placówek, zakładów fryzjerskich.
Czasami jak są jakieś imprezy masowe

to też jeżdżenie na kontrolę.

Często do późnych godzin wieczorem.
Udział w ekhumacjach.
Generalnie wyszłam zazenowana.
Oni są zdecydowani mnie zatrudnić Ale chyba nie chce.
Tym bardziej że bez stażu i studiów podyplomowych


za które trzeba oczywiście samemu zapłacić żadnej podwyżki nie dostaniesz.

No więc często praca po godzinach pracy jak są jakieś akcje .
Za taka kasę podziękuje.

Nawet żadnego pytania mi nie zadali tylko dyrektorka I kierowniczka mówiła na czym polega praca.

Wiecie obniżyłam próg wymagań dotyczącej swojej pensji Ale nie prawie najniższą krajowa.

Za taka odpowiedzialna pracę.

Praca często w weekendy do 18 np.

Mam dac znać im.

Ale wyszłam zazenowana .

To chyba zła reakcja
 

 
Dziś byłam na rozmowie u tego jednego pracodawcy.
Najpierw był test później rozmowy. Urlop musiałam wziąć na żądanie. Komisja stwierdziła że chce porozmawiać ze wszystkimi osobami. Pytali się o okres wypowiedzenia, oczekiwane zarobki (podałam 2900 brutto, obecnie mam 3400 brutto więc obniżyłam swój próg), i dlaczego chcę odejść z obecnej pracy.
To jest chyba zawsze najgorsze pytanie. Powiedziałam, że pomoc społeczna to nie jest branża w której chciałabym się rozwijać.
No ale niestety wybrali kogoś innego.
I powiedzieli że pewnie będą jeszcze konkursy i żeby obserwować stronę i powiedzieli że nie będą dzwonić do mojego pracodawcy hahah .Chociaż tyle. No więc już jeden dzień na żądanie poszedł z puli całych 4 dni.
I pracy nie dostałam.
No ale po konkursie poszłam złożyć papiery do Urzędu Miasta. Tu już może nie być tak kolorowo bo oni dzwonią po pracodawcach. I u też może być ustawiony konkurs albo mogę nie wygrać. Ale spróbuję .
Kierowniczka mnie zje jak wezmę 2 urlop na żądanie w styczniu. Hahaha. Próbowałam się dowiedzieć kiedy będą rozmowy ale nie wiedzą.
Jeszcze do mnie z sanepidu babka zadzwoniła czy bym w piątek nie przyszła na rozmowę. Tylko że tam ponoć słabo płacą. I nie wiem ugadałam się na 13 w piątek może jakoś uda mi się nie wiem wypisać. Chociaż nie wiem czy kierownik wyrazi zgodę. Jak nie to zadzwonię że nie przyjdę i tyle.
A jedzeniowo jak zwykle klapa. Dziś po porażce wpadło ciasto.
Nawet jak jem zdrowo to jem dużo. około 2500 kcal.
Zastanawiam się nad dietetykiem.
A w sobotę były naleśniki z mieszanką meksykańską , serem, sosem pomidorowym. Bez mięsa.
I jogurtowiec.
W niedziele dorsz na warzywach .
Dziś obiad i śniadanko na mieście omlet z szynką, serem, brokułem a na obiad gyros drobiowy, ryż tzatziki, surówka.
No i to nieszczęsne ciasto. No ale widzę dzwoni telefon od nich, odbieram ucieszona a ona mi mówi że nie wygrałam.










 

 
I wiatr w oczy.
Dziś moja Pani Kierownik powiedziała że do jutra (piątek ) mamy zaplanować swoje urlopy na 2020 rok . Czyli zaplanować cały urlop i zostawić 4 dni na żądanie.
Wiedziałyśmy, że tak będzie bo tak jest co roku.
Przysługuje mi 26 dni urlopu czyli 22 muszę zaplanować i zostawić 4 na żądanie.
Urlop żeby był uwzględniony jako planowany, zgodnie z Zarządzeniem Dyrektora musi być zaplanowany i podpisany przez Panią Dyrektor minimum 2 tygodnie przed terminem planowanego urlopu. Czyli jak chcę wziąć urlop to muszę min. 2 tyg przed to zgłosić. Inaczej będzie brany pod uwagę jako urlop na żądanie . To jest przekleństwo w tej pracy. W innych zakładach planują tylko ten długi
2 tygodniowy czy 3 tygodniowy a resztę biorą jak potrzebują. U nas planujemy cały.
W niektórych zakładach jest tak, że planują tylko ten długi 2-3 tygodniowy a resztę biorą jak potrzebują.
A u nas nie . Planujemy cały.
No niestety trzeba się dostosować.
Dziś dostałam telefon od jednej z instytucji że we wtorek na 8 jest konkurs i jestem zaproszona.
Najpierw test, potem rozmowy .
No i muszę wziąć na żądanie. Niestety innej opcji nie mam. Chyba, że się rozchoruję ale nie lubię kombinować. A wiecie, jak to jest z tymi konkursami. Jedne są ustawione, inne nie.
Sama w Urzędzie pracuję i pode mnie też był ustawiony, więc wiem jak to wygląda ale czasem jest szansa na dostanie się. Ogłaszali się też na OLX więc może naprawdę kogoś szukają.
No więc poleci już mi 1 urlop na żądanie.
Czy się uda wygrać? - Zobaczymy. Jak się uda to jest jeszcze 2 konkurs .
Konkurs w Urzędzie Miasta. Tam też spełniam wymagania formalne , tym bardziej, że mam specjalistyczne techniczne wykształcenie idealnie wpasowujące się do Wydziału, do którego jest konkurs. Szukają do Wydziału Ochrony Środowiska do Referatu Gospodarki Odpadami.
No a ja mam inżynierkę z Ochrony Środowiska, a magisterkę z Inżynierii Środowiska ze specjalizacją Technologia Wody , Ścieków i Odpadów. Więc szkoda było by nie złożyć. I się nie zareklamować
. Bo mój kierunek studiów koniec końców skończyło 10 osób.Tam termin składania dokumentów jest do 16 stycznia a terminy rozmów nie są jeszcze znane. Więc tego urlopu też nie zaplanuję.
No ale wiecie zawsze może być ustawiony i może nic z tego nie wyjsc. No i nie wiem co robić.
Zawsze może być tak że ja sobie pomarzę że zmienię w końcu prace. Mogę nigdzie tej pracy nie dostać. A w styczniu wykorzystam
już 2 urlopy na żądanie. I do końca roku 2020 zostaną mi tylko 2.
I na ewentualne kolejne rozmowy zostaną mi te 2 dni. Boję się że w końcu wykorzystam wszystkie, nigdzie prac nie dostanę i będę dalej na tym beznadziejnym magazynie. Niszcząc sobie zdrowie i cofajac się w rozwoju. W obenej pracy umowę mam do końca 2020 roku. Czy przedłużą też nie wiadomo . Zresztą nie znosze tej roboty. W ogóle nie doceniają pracownika. Jeszcze żebym robiła coś ciekawego a nie robię, zasuwam na magazynie targając ciężkie segregatory z teczkami.
I na przeniesienie nie ma szans. Bo zatrudniają nowe osoby, i one mają lepszą robotę niż ci pracownicy co już dłużej pracują. Co byście zrobiły ? Zaryzykowały???
Boje się że znowu nigdzie mi nie pójdzie
. I będzie lipa. A ja zostanę z 2 dniami urlopu w których będę mogła iść na ewentualne rozmowy.
Bo rzadko kiedy jakiś pracodawca dzwoni min 2 tyg wczesniej abym mogła sobie zmienić ten planowany. Te dorosłe życie jest beznajdziejne,
  • awatar tease: No dziwnie z tymi urlopach. Ja bym chyba zaryzykowała
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Pewnie nie będzie was to dziwić.

Ale znowu się obzarlam.

Macie rację nie dam rady sama z tego wyjść chyba.

Zaszło to za daleko.

Tylko do jakiego specjalisty się udać?

Psycholog, psychodietetyk, psychoterapeuta ??

Przyjmuje któryś na NFZ?

Czy zacząć chodzić prywatnie ?

Dziś w pracy od 7.30 próbowałam zarejestrować się telefonicznie do lekarza.

Niestety cały dzień dzwonienia albo nikt nie odbierał.

Albo zajęte.

Po pracy jak poszłam się zarejestrować to nie było już miejsc .

Bo ponoć tyle ludzi było dziś że panie nic nie robiły tylko rejestrowaly.

Byłam też u ginekologa .

Ciągle mam infekcje. Już chyba z rok nie mogę wyleczyć.

Pani doktor kazała odstawić też cukier.

No to ja co.

Pierwsza myśl że dziś muszę się ostatni dzień nazrec.

Taki ostatni ostatni raz.

Ale stwierdziłam że nie pójdę tyko do baru na obiad i do domu.

Wzięłam placka po węgiersku.

Po czym I tak stwierdziłam że mam chęć się ten ostatni raz nazrec.

Poszłam na pizzę. Wzięłam mała.

Potem kawa i ciasto.

Byłam tak pełną ze ciasta nie dałam rady Ale też było niezbyt dobre

Oto cała ja.

Nazrec się ten ostatni raz.

A te ostatnie razy występują 5 dni w tygodniu.

Dlatego to chyba czas najwyższy myśleć poważnie o pomocy jakiegoś specjalisty.

Poza tym po drodze spotkałam 4 osoby które mnie kojarzą z widzenia.

To że studiów to z liceum.

Miałam wrażenie że się patrzą na mnie i są przerazeni moim wyglądem.

Ja sama jestem.

Jak ktoś się śmieje to mam wrażenie że że mnie.

Bo jestem gruba i smutna .

Nie chce się siebie wstydzić.

Poza tym drugą sprawa - praca.

Pracuje w mopsie nic ambitnego oprócz niszczenia kręgosłupa nie robię..

Jest konkurs w urzędzie miejskim u mnie w mieście na stanowisku odpowiadającym mojemu wykształceniu.

Wiadomo jak to w urzędach raz konkurs ustawiony raz nie.

No ale ja mam wykształcenie techniczne akurat specjalizację mam taką w którym kierunku szukają do pracy.

No i nie wiem czy wysłać papiery.

Po 1 jest bardzo duża opcja że dowie się o tym moja kierowniczka I pani dyrektor.

Bo już raz tak było.

Wysłałam I się dowiedziały.

Spytały czy się praca nie podoba.

Ewentualnie ryzykuje tym że mi umowy nie przedłuża.

Po 2 prócz studiów nie ma szans abym zablysnela tam wiedzą bo pracuje na zupełnie innych ustawach A w zasadzie odkąd mnie oddelegowali na magazyn to nie pracuje na żadnych ustawach tylko dźwigam ciężkie teczki I segregatory.

Więc jedyny mój plus to doświadczenie w adminiatracji I studia kierunkowe.

A wiecie tylu ustaw na sucho dobrze nauczyć się nie da.

I nie wiem co Robić składać nie składać ryzykować??

Boję się też że przez swój wygląd pracy nie dostanę.

Taka dzikuska się zrobiłam.

Z ładnej szczupłej w miarę ogarnięteogarniętej dziewczyny upadłam ma dno .

Teraz wracam do domu jestem najedzona że aż mi niedobrze I mnie w klatce kluje.

Doradzcie coś.
  • awatar LittlePlan: Ja bym poszła do psychoterapeuty, nie ma co brać leków i się truć, chyba, że lekarstwa to jest ostateczność. Zaryzykuj i zgłoś swoja kandydaturę, jeśli ktoś ocenia po wyglądzie czy ktoś dostanie prace czy nie, to sam nie powinien mieć tej pracy, liczy się doświadczenie i umiejętności miękkie.
  • awatar Sorbet z Malin: Na Twoim miejscu poszlabym od razu do psychiatry. Ja się lecze na nerwice już 11 lat czy 12.
  • awatar Sorbet z Malin: Ja biorę lek na bulimie Bioxetin. To lęk przeciwdepresyjny też. Wypisuje go psychiatra. Mój zdiagnozowal zarlocznosc psychiczna. Ja glownie obiadam się w nocy. W dzień jeszcze jakoś nad sobą panuje. Ale w nocy jest czasami źle.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Nowy Rok- Stara Ja .
Niestety mój zapał do zmian zatrzymała kolejna infekcja.
Przed świętami zaczęłam brać antybiotyk.
Skończyłam w 2 dzień świąt.
Nie czułam się dalej zbyt dobrze, ale było do zniesienia.
No i poszłam sobie w czwartek do pracy, już pod koniec dnia drapało mnie w gardle.
A w piątek - tragedia.
Znowu chora.
A minął tydzień od skończenia antybiotyku.
Chciałam się umówić chociaż do rodzinnego- ale nie było już miejsc.
Oczywiście załamałam się, w przypływie złości poszłam zjeść pizzę, a potem kawę i ciasto.
Nowy Rok miał być inny.
Kupiłam matę do ćwiczeń, nowe książki, ebooki ze zdrową żywnością. I miałam zacząć powoli działać.
No ale jak?
Jak czuję się do bani.
Boli mnie gardło, głowa, mięśnie.
Nie miałam siły nawet w domu posprzątać.
Męczy mnie ta bezsilność .
Moja i lekarzy Bo oni też nie pomagają.
Chyba powoli się poddaję.
Nie dlatego, że nie chce mi się walczyć.
Ale po prostu już brakuje mi sił do tego wszystkiego.
Tydzień po antybiotyku znowu chora.
Nie działają na mnie leki bez recepty, domowe sposoby.
Łykam codziennie garść witamin, C,D,A,Tran, Probiotyk, piję wodę odstaną z miodem i sokiem z cytryny, sok z pokrzywy , olej z czarnuszki.
Imbiru i czosnku nie mogę za bardzo.
Nie wiem czy będę kiedyś jeszcze zdrowa, czy wsiądę na rower.
Czy będę mieć siłę by normalnie żyć.
Nie wiem czy to może wina pracy.
Ale nie ja jedna zasuwam fizycznie.
Są dziewczyny co pracują w sklepach, na poczcie, w punktach kurierskich itp itd też nie mają lekkiej pracy. I tak nie chorują.
Nie wiem czy mam we wtorek iść do pracy czy prosto do lekarza.
Niby gorączki nie mam.
Ale taki stan podgorączkowy napewno, do tego gardło.
Już raz mi lekarz odmówił L4 więc nie wiem co robić.
Widzę, że stałam się toksyczną osobą.
Wiecznie chorą, bez sił, uśmiechu, planów,energii.
Nudną. Ciągnącą w dół. Bo ja sama jestem na dnie.
Nic dziwnego, że jestem sama jak palec.
Dobiłam do otyłości. Na moim brzuchu pojawiły się nowe rozstępy.
Niszczę się .
I nie mam sił by coś z tym zrobić.
Jak mam zmienić pracę jak ja ciągle choruję?
Miałam inne plany na ten weekend niż choroba.
No ale wyszło jak zawsze.
Mimo złego samopoczucia wczoraj zrobiłam krem z pieczonej papryki i batata, klopsiki w sosie i moje ciasteczka .
Dostanę 13 z pracy to zrobię badanie na Candida.
Może mam grzyba jakiegoś.
Cholera wie.
Ale jak zdrowie siada to siada wszystko.







  • awatar tease: Może jakiś lekarz w innym mieście pomoże? A może to faktycznie jakiś grzyb czy inny pasożyt. Trzymaj się
  • awatar LittlePlan: Ogólnie ja stronie od lekarzy, gdy zaczynam być chora i leczę się w domu tylko domowymi sposobami i jeśli mam możliwość zostać w domu to leże w łóżku minimum 3 dni. Antybiotyki robią się coraz słabsze, prze to, że bakterie staja się na nie odporne. Nie wiem co poradzić, jedynie próbować dalej domowymi sposobami miód, imbir, cytrusy, czosnek, cebula, czystek pić ;) Mam nadzieję, że będzie lepiej i wszystkiego dobrego w Nowym Roku :)
  • awatar optimistic.: Dlatego zdrowie jest najważniejsze... Bardzo przykro mi się to czyta. :( mam nadzieję, że w końcu trafisz na kogoś kto Ci pomoże... :( obserwuję na fb dobrą dietetyczke, która zajmuje się tylko osobami chorymi. Nie raz zdzialala cuda w momencie, gdy lekarze załamywali ręce. Prowadzi nawet szkolenia dla lekarzy... Może odezwij się do niej? Nazwa się 'Joasia' jej strona na fb.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Za 3 h przywitamy rok 2020.
Ja siedzę w domu sama.
Jem chipsy. I paluszki.
Potem w planach film.
Niestety nie mam z kim spędzić tego dnia, chodź bardzo bym chciała.
Cieszę się , że ten rok się kończy.
Nie był to dobry rok.
Nic dobrego w tym roku się nie wydarzyło.
Zostawił mnie facet którego kocham.
Cały rok byłam chora.
Nie zmieniło się nic.
Dobiłam do granicy otyłości.
Nie ma ani jednej pozytywnej rzeczy, którą mogłabym się pochwalić.
Serio. Ani jednej.
Jedyną pewną rzeczą w naszym życiu są zmiany.
Nic nie trwa wiecznie.
Chciałabym aby ten rok przyniósł wiele pozytywnych zmian.
Abym schudła, bo mam dość bycia grubą.
Żebym w końcu wyzdrowiała.
I była szczęśliwa.
I zmieniła pracę na lepszą.
Wam też życzę wszystkiego co dobre w tym Nowym Roku.
Cały czas mam 2 naszyjniki , które dostałam od S.
Nie noszę ich.
Ale nie potrafię ich wyrzucić.
Bo to tak, jakbym jego wyrzuciła ze swojego życia a nie potrafię.
Żyję nadzieją .
Miałam mu je oddać, jak się spotkamy na kawę.
Ale nie zdecydowałam się na tą kawę z nim spotkać.
Upasłam się, dalej jestem chora .
Upadłąm na dno.
Nie chcę żeby mnie taką widział.
Ja sama do niego nie zagaduję, on się czasem spyta jak zdrowie.
Nie jestem gotowa się z nim spotkać, bo boję się że po prostu się rozkleję.
Jeszcze wkurzyła mnie koleżanka.
Mam taką znajomą, którą znam od podstawówki.
Kiedyś była przyjaciółką.
Tyle lat się znałyśmy.
Wyjechała po studiach za granicę .
I już zaczęła olewać znajomych.
No i zawsze jak przyjeżdżała do Polski pisała że wpadnie , zgadamy się na kawę, spotkamy itp. itd.
Umawiałyśmy się.
Nigdy nie przychodziła.
Więc ja przestałam reagować na te jej teksty że się spotkamy.
Rok temu przyjechała na święta nic się nie odezwała ani ona ani ja.
Bo mnie to zaczęło wkurzać już. Taka gadka.
Potem na wielkanoc też nic
Kolejny raz w wakacje te też się nie odezwała ale przez przypadek wpadłyśmy na siebie w drogerii. Akurat jak wyjeżdżała z powrotem i jechała na lotnisko.
No to chwilę pogadałyśmy bo się spieszyła na samolot.
No i teraz przyjechałą znowu na święta .
Napisała hej jesteśmy w Polsce kiedy masz czas na jakąś kawę.
Napisałam jej termin ustaliłyśmy że będzie to niedziela .
W niedzielę o 15 napisała że będzie o 18.
Odpisałam ok, fajnie to czekam.
No i czekam .
Godzina 18,19,20 nic
Nie przyszła i nawet nie napisała że sorry ale nie dam rady.
Nic . Zero kontaktu.
A od 2 dni się ugadywała.
Tego samego dnia nawet napisała że będzie.
A potem cisza.
Też nic nie napisałam, olałam , bo to jest brak szacunku dla czyjegoś czasu.
Chociażby napisała że nie da rady jednak przjść.
I do tej pory nic nie napisała.
A minęły już 2 dni.
Czas usunąć takich znajomych ze swojego życia.
Pewnie jak już wróci do siebie to napisze że sorry ale tyle rzeczy miała.
Abo i nic nie napisze.
A ja nie chcę takich ludzi w swoim życiu.
Nie będę się już ugadywać z nią.
Bo to już któryś raz z kolei jak tak zrobiła.
A tak się nie robi.
No nic koniec marudzenia.
Idę się kąpać a potem odpalę jakiś film.
A jutro mam nadzieję zacznie się nowy,lepszy rok.
Na zdjęciach ciecierzyca z bakłażanem i chorizo.
I książka nowa którą dostałam od siostry na święta na motywację do zmiany stylu życia.




  • awatar tease: Dużo zdrowia ci życzę w nowym roku bo to najważniejsze, a reszta się ułoży :) Co do takich znajomych faktycznie lepiej zerwać kontakt. Gdyby chciała się spotkać to by to zrobiła, ale takie umawianie się a później nawet nie danie żadnej odp ze jednak nie da rady przyjść jest serio słabe
  • awatar goal digger: Szkoda, że tak po dupie dał Ci ten rok, ale pamiętaj, że dno jest po to by się od niego odbić! Oby 2020 był właśnie takim rokiem, zmian, ale tych dobrych, walki o samą siebie i udowodnieniu sobie i wszystkim, że się da. Trzymam za Ciebie mocno kciuki, szczerze życzę wszystkiego dobrego i wierzę w Ciebie!
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
I po świętach. Powiem Wam, że to były smutne dla mnie święta.
W wigilie robiąc sałatkę siedziałam i leciały mi łzy.
Bo wszystko zaczęło mi się przypominać.
Jak z S planowaliśmy wspólne święta .
Mieliśmy plany na wspólne życie.
Po prostu mi go brakuje.
On dał mi coś, czego nigdy nie miałam.
Nadzieję na lepsze życie.
A potem wszystko przepadło.
Wiele z Was namawia mnie na psychologa.
Ale czy psycholog mi pomoże?
Sprawi że o nim zapomnę?
Bądź że nagle będę zdrowa i się będę dobrze czuła?
Albo że on znowu będzie mnie kochać?
No raczej nie.
Całe święta były dla mnie smutne przez to.
Rozmyślałam o tym, co straciłam.
Rozmyślałam o tym co będzie z moim życiem dalej.
Czy kiedykolwiek będę się czuła jeszcze dobrze.
Obawiam się że będę do końca życia mieszkać z matką,
na wsi w starym , rozwalającym się domu .
Nie będzie mnie samą stać na wynajem czegoś,
jak przy moich problemach ze zdrowiem 1/3 wypłaty idzie na lekarzy i leki.
Tym bardziej na kredyt .
Czy będę mieć siłę żeby iść kiedykolwiek jeszcze na rower?
Też nie wiem.
Narazie czekam na 13 -stkę.
Zamierzam zrobić badanie na kandydozę.
Może wyjdzie że mam grzyba i on jest przyczyną moich problemów ze zdrowiem.
Kasę zamiast odkładać wydaję na lekarzy , leki i obżarstwo.
Z tym ostatnim muszę skończyć bo to też dokłada swoją cegiełkę do mojego nieszczęścia.
Jutro idę do pracy.
Sylwestra i dzień przed mam wolne . Mam nadzieję że jakimś cudem nie przepłaczę całego.
Tylko odpalę jakiś film i odpocznę .
Przyszła moja mata do ćwiczeń.
Tylko się zastanawiam czy będę mieć siłę aby ćwiczyć.
Miejmy nadzieję.
Przed świętami zrobiłam 1 przepis z książki Fit Przepisy od Baletnicy-ciasto jogurtowe bardzo dobre. I na obiad był łosoś, pieczone ziemniaki i kiszona kapusta.
Niech ten rok się skończy- bo to najgorszy rok w moim życiu. Cały rok chora. Do tego zostawiła mnie osoba, na którą liczyłam najbardziej- a to boli.





  • awatar tease: Na początek zrezygnuj z objadania się, nad tym możesz zapanować. lepiej się poczujesz, troche schudniesz i powoli zacznie się układać.
  • awatar Sorbet z Malin: Uszy do góry. Też jestem sama że złamanym sercem.
  • awatar goal digger: Przykro mi... :( Ale z drugiej strony cieszę się, że się nie poddajesz, musisz teraz sama być dla siebie oparciem, z czasem będzie coraz łatwiej. Tulę :*
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś byłam u laryngologa . Dała mi antybiotyk plus lek cirrus I płukanie zatok. Może chodź trochę się polepszy.
Akurat antybiotyk na święta heh.
No ale to nic .
Wczoraj zakupiłam sobie na allegro matę do ćwiczeń. Może jak zacznę robić takie małe kroki ku zmianie stylu życia to wyjdzie mi to na dobre .
Na święta robię paszteciki z kapustą i grzybami i sałatkę. Chyba meksykańska z kwestii smaku. Wiem mało pasuje Ale już wszystkie mi się ponudzily.
Będzie jeszcze oczywiście jarzynowa.
Teraz przed świętami nie obiecuje sobie spektakularnych zmian.
Bo to bez sensu .
W święta będę jeść to co będzie z umiarem po prostu. A po świętach dojadac będę sałatki. Z ciastami już dam spokój po świętach. A po nowym roku mam nadzieję że pójdę po rozum do głowy.
Dziś w planach wieczorem relaks Ale najpierw muszę ściągnąć pazurki hybrydowe. I tu mam pytanie do dziewczyn które robią same . Jakie macie metody na ściąganie ich ? Frezarka , aceton?
Ja najpierw spilowuje kolor później klipsy z acetonem na 10 min.
Mam nadzieję że do wakacji zrzuce chociaż nadbagaz (O ile się ogarnę) .
I będę mieć chociaż wagę w górnej granicy normy. Bo teraz balansuje na granicy otyłości. Mam tego dość. Ale wiem doskonale że to tylko I wyłącznie moja wina.
Problemem jest u mnie też organizacja oprócz zaburzeń odrzywiania.
Bo muszę zostać dłużej po pracy zrobić zakupy wracać późniejszym busem .
W domu będę o 19 więc tego dnia już raczej nie zdążę nic ugotować. Dopiero na 2 dzień. Niestety uroki dojazdów. No ale mam nadzieję że jakoś dam radę. Większość z Was daje radę. To I ja muszę.
Może macie jakieś sprawdzone sposoby na organizację. Kiedy robicie zakupy kiedy gotujecie? Kiedy trening ? Ja nie mam auta więc u mnie wchodzą w grę mniejsze zakupy 2 razy w tyg . Pracuje od 7-15
Wstać muszę o 5 . Najwcześniej w domu jestem o 16. No a jak wchodzą w grę zakupy to 19. No niestety tak to wygląda u mnie. Jak I pewnie większości z Was.
Tylko ja jestem taka sierota że nie potrafię się ogarnąć. Zrobiłam się wygodna bo lepiej Iść i kupić obiad A z wygody i problemów zrobiły się napady obzarstwa I plus 20 kg. W pracy nawet nic nie dostaniemy na święta. Jedynie wypłatę wcześniej dali bo wypadała po świętach.
Żenada. Wiem że nie ma pracodawca takiego obowiązku no ale fajnie jest coś dostać.
W ogóle ruszył nowy sezon wikingów.
Będzie co oglądać.
Na weekend kupiłam łososia na obiad bo promocja w Lidlu więc będzie z pieczonymi ziemniaczkami i kiszoną.
  • awatar goal digger: I dobrze, stopniowo, wrzucenie na luz i relaks - tak trzymaj. :) Ja gotuję późnymi wieczorami (21-22) - na następny dzień (a bardziej dni, bo robię więcej zamiast codziennie stać przy garach) i ładuję w pudełka, by zjeść w pracy (koło 14). Zakupy zazwyczaj od razu wracając z pracy, listę tylko robię sobie wcześniej, by mieć pewność, że nie będę musiała chodzić pare razy bez sensu. Trening jakoś godzinę po pracy (czyli 16:30-17) (akurat posiłek zdąży się ułożyć), szybka kawka i działam, bo potem wiem, że się zastanę, albo nie zdążę zjeść kolacji w rozsądnych godzinach. Szkoda, że z dojazdami masz taką lipę...
  • awatar tease: Ja jutro będę gotować z siostrą. Też nie mam samochodu, ale w sumie u nas w domu i tak się na bieżąco kupuje, więc to nie problem. rzadko robimy wielkie zakupy na tydzien czy dwa do przodu.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Hej
Witam Was przed świętami.
Zawsze w tym okresie Vitalia pustoszeje.
Nie odzywałam się bo i nie było o czym pisać.
A znów marudzić o tym samym nie chciałam.
A wychodzi na to, że znów będę.
Bo to część mojego życia .
A tu piszę o życiu.

Praca. Dalej ta sama.
Innych pracowników przenoszą do innych działów.
A mnie nie. Mimo, że wiedzą że bym chciała .
Chyba robią to na złość.
Dlatego cały czas rozglądam się za czymś innym.
No ale jest ciężko.
Teraz miałam fajną szansę
ale 1 raz w życiu u mnie nawaliła Poczta Polska.
A już masę listów wysyłałam.
Był konkurs w Urzędzie Wojewódzkim.
Spełniałam wymagania, i wykształcenie i doświadczenie.
Tylko zostało dobrze wypaść .
Dokumenty aplikacyjne trzeba było wysłać do Szczecina.
Bo u mnie w mieście jest Delegatura Urzędu.
No i wysłałam sobie priorytetowym poleconym .
Do Szczecina zawsze mi dochodziło w max 3 dni.
Tu był czas jeszcze tydzień więc na spokojnie.
No i miałam dostać potwierdznie SMS jak paczka dojdzie.
3 dni nic. Na 5 dzień nic . No i poniedziałek się zainteresowałam bo już tyle czasu mineło idę na Pocztę, bo status paczka ma cały czas w transporcie, gdzie dawno powinna dojść.
No i pani na poczcie gdzieś zrobiła byka bo moja paczka się zgubiła.
No i pani mówi że mogę złożyć reklamację.
Tylko co mi po reklamacji jak termin składania dokumentów był do piątku, a jak byłam na poczcie to już był poniedziałek.
Dzwonię do tego Urzędu licząc że jednak może jakiś błąd mają w systemie ale mówią że moja aplikacja nie doszła w ogóle do nich, bardzo im przykro dziś już dzwonili do kandydatów zapraszając na rozmowę. No i potencjalna praca przeszła mi koło nosa przez Pocztę Polską.
Złożę reklamację, no bo co mi zostało.
Może chociaż kasę mi zwrócą. Ale po możliwości zmiany pracy zostały wspomnienia.
Miał ktoś kiedyś taką sytuację?? Dało się coś ugrać na tej reklamacji?? Paczka nadana była 9 grudnia i dziś nadal ma status w transporcie. Napiszę im w reklamacji że są mi winni 5 letnią pensję- bo to była praca pewniak hahaha D.

Teraz jest czas przedświąteczny Lubię ten okres w roku. To odliczanie.
Lecz niestety dla mnie jest smutny.
Rozczula mnie widok par kupujących prezenty, kupujących ozdoby świąteczne, robiących zakupy i
planujących wspólny czas świąteczny i sylwestrowy.
Dla mnie jest to ciężki czas bo w tym okresie 1 raz spotkałam się z S.
Też w tym czasie mielibyśmy rocznicę.
Niestety wspomnienia nie odpuszczają.
Minęło już pół roku a ja codziennie uronię jakieś łzy .
Niestety cały czas tęsknię za tym co było.
Czasem się odezwie i pogadamy o pierdołach.
Ale do tej pory się z nim nie spotkałam.
A obiecałam kawę.
Ale nie jestem w stanie.
Boję się że usiądę i się po prostu rozkleję.
No i też wyglądam jak straszydło.
Bo się upasłam.
Przez chwilę było mi dane doświadczyć to co ma większość z Was.
Szczęśliwy związek, wspólne plany na życie i jakoś klarująca się przyszłość.
Teraz nie mam znowu nic.
Rok temu planując urlop w pracy wzięłam wolne 30 i 31 grudnia .
Żebyśmy jakoś fajnie spędzili Sylwestra.
A teraz pewnie będę siedzieć i płakać.
Nie mam znajomych .
Siostra ma swoje towarzystwo.
Zresztą jest o 12 lat starsza, więc jej znajomi to ludzie koło 40.
Nie moje towarzystwo.

Ale muszę się wziąść za siebie w końcu.
Mam już dość bycia grubą i wstydzenia się siebie.
Mimo problemów ze zdrowiem jakoś muszę zacisnąć zęby.
Mimo bólu, który mi doskwiera i częstej niedyspozycji.
Bo jest coraz gorzej.
A ze zdrowiem kiepsko. A w zasadzie coraz gorzej.
Jestem po tomografii zatok. Wykazało stan zapalny. Nasilone pogrubienie śluzówki sitowia. Umiarkowanie pogrubiała śluzówka w lewej zatoce szczękowej. Pozostałe zatoki oboczne nosa bez zmian, prawidłowo upowietrznione. Kompleksy ujściowo-przewodowe drożne.
No więc pani doktor dała lek sterydowy do nosa, kazała płukać zatoki .
I tyle. Najgorsze jest to że cały czas źle się czuję po prostu.
Osłabiona jestem, boli głowa , wieczny katar z krwią.
I co najgorsze boli ta glowa nie tylko tam gdzie są zatoki
ale też u góry u nasady głowy i z tyłu od szyi.
Więc dała mi skierowanie do neurologa.
Bo mówi że to normalne nie jest.
Termin najbliższy- czerwiec 2020.
No i dostałam też skierownie do alergologa. Bo powiedziała że też mogłabym pod tym kątem się sprawdzić.
No i jutro idę też prywatnie do laryngologa może jakieś lepsze leki przepisze.
To wszystko też powoduję że ciągle się obżeram.
Już mam dosyć.
Wiecznie łażę, kupuję gotowy obiad w barze, potem kawa i ciasto na pocieszenie.
Daje radość, na chwilę.
Ale muszę się w sobie w końcu zebrać i powiedzieć STOP.
Bo ileż można. Ile już sobie to obiecuję?? Za długo. Na obietnicach się kończy.
Dostałam nagrodę w pracy. Nakupowałam e booków u Fit Patki i u Eli Nowak.
Książkę ft przepisy od baletnicy. Mam masę pomysłów na dobre i zdrowe jedzenie.
Nic tylko zrobić plan, zakupy, i wrdożyć to w życie.
Kupiłam sobie nawet zestaw z neonaila. Będę robić sobie pzaurki.
Bynajmniej mam taką nadzieję, że znajdę czas i energię. Teraz przed swiętami nie ma co sobie za dużo obiecywać, ale po Nowym Roku muszę. Po prostu muszę.
Bo od momentu rozstania obżeranie się obiadem na mieście plus kawa i ciasto to codzienność.
Od poniedziałku do piatku. Tylko knajpy zmieniam . A w weekend w domu czipsy i czekolada.
I tak w kółło. Ważę już 70 kg. A mam 152 cm wzr. To już początek otyłości . To sobie zagwarantowałam. Ale mam pomysłów masę na zdrowe jedzenie. Tylko obżarstwo wygrywa.
Grudzień mia być miesiącem wprowadzania zmian, stopniowych.
Wyszło średnio. Jeden tydzień ok, drugi tragicznie.
Ale coś tam fajnego gotowałam sobie w weekendy.
Staram się robić nowości.
Ale i też stare, sprawdzone dania.
  • awatar goal digger: Ale traf z tą paczką... Ale tak jest chyba zawsze - wysyłasz małoważną pocztówkę czy coś - zawsze dojdzie, a przesyłka najwyższej wagi - ojoj. Hej, głowa do góry, wiem, że jesteś w ciężkiej sytuacji i współczuję, ale pamiętaj, że nie wszystko jeszcze stracone :* Trzymaj się właśnie tych małych, dobrych rzeczy i planów, staraj się nie drążyć negatywów i przede wszystkim daj sobie czas. Ściskam <3
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mija miesiąc, jak źle się czuję.
Wygląda na to, że wycięcie migdałów nic mi nie dało.
Ciągle czuję się źle, jestem osłabiona.
Niby to gardło jakoś mega mocno nie boli,
ale ta głowa i zatoki to tragedia.
Jutro idę do laryngologa.
Bo te leki, które wcześniej przepisała nie za bardzo pomogły.
Jak ona mi nie pomoże to nie wiem kto.
Co ja wtedy zrobię?
Jak mam żyć?
Codziennie budząc się z bólem głowy, osłabiona?
Zmieniłam rodzinnego , ale co to da.
Pewnie da mi skierowanie do laryngologa i tak się skończy.
Tak się nie da normalnie żyć.
Nic nie można zrobić.
Ledwo co się chodzi do pracy, a po pracy pada jak kawka bo nie ma sił na nic.
Ani zrobić ani poćwiczyć bo boli głowa, bo boli gardło itp itd.
Teraz już w ogóle nie uśmiecham się.
Nie ma we mnie radości.
Tylko smutek.
Bo to złe samopoczucie wysysa ze mnie całą energię.
Nie mam sił na nic.
Zastanawiam się czy ja pójdę jeszcze kiedykolwiek na rower??
Poza tym S się odezwał, spytał co tam jak się czuję.
Czy czegoś nie potrzebuję.
Akurat jego łaski potrzebuję najmniej .
Wiem, że miałam zgadać się z nim na kawę, ale ja naprawdę źle się czuję.
Pozatym mam najwyższą wagę w swoim życiu.
Nie wiem, po co on zagaduje.
Ani nic konkretnego z tych rozmów nie wynika.
Jego samego aby się dowiedzieć co u niego trzeba za język ciągnąć.
Zresztą to jemu powinno zależeć, nie mi.
On mnie zostawił. Ja za nim latać nie będę.
Myślał, że mnie zostawi a potem będziemy chodzić razem na kawki aż znów się zakocha czy co??
Dziś dzień wolny, przeleżałam go w łóżku.
Siostra chciała mnie wyciągnąć na szybki spacer ale ja się zbyt kiepsko czułam.
I to jest właśnie najgorsze- że ja chce coś zrobić ale nie mam siły.
Mam w planach wstać wcześnie, zrobić obiad , posprzatać i mieć czas na inne rzeczy- to go nie mam, bo czuję się na tyle kiepsko że nie mogę zwlec się z łóżka a sprzątam cały dzień.
Ja nie chcę tak żyć.
Znowu ostatnio wpadły bataty i w sobotę na obiad robiłam zapiekankę ziemniaczaną z mięsem mielonym.
W ogóle mam do zrzutu już prawie 20 kg.
Aktualnie wyglądam jak wieloryb.
Zobaczcie same jak było kiedyś, jak jest dziś.
Tylko jak ja mam to zrobić, jak jestem wiecznie chora??
Zamiast odkładać kasę na jakieś prawko, aby coś zmienić życie, pracę to ja wydaję resztę oszczędności na leczenie gardła.
Boję się, że tak już zostanie.
Że będę sama, schorowana , bez kasy na cokolwiek.
Mieszkam z mamą w starym, rozwalającym się domu, niby wyremtowany ale co to daje.
Zimą kupę kasy na opał trzeba. Węgiel, drzewo kupę a kasy kosztuje . Duża działka, kupa koszenia latem. Nie chce tu mieszkać do końca życia.
Kupę kasy na to idzie i ogólnie jest ciężko.
We 2 zawsze jest lepiej . Coś wynająć, czy na coś uzbierać swojego na wkład własny. A ja sama ,co ja mogę. Jak nie wyzdrowieje i nie zmienię pracy na lepszą to zgnije tu do końca życia.













  • awatar goal digger: Bardzo współczuję... Widać, że przechodzisz teraz ciężki czas. Ale pamiętaj, że nie zawsze tak będzie, w końcu to wyleczysz i potem wrócisz do tego co było wcześniej. Nadrobisz wszystko, znowu będziesz mogła się cieszyć. If you are going through hell, keep going. Dużo siły życzę i zdrowia!
  • awatar optimistic.: Zdrowia Ci życzę... :( bo jak będziesz się dobrze czuła to reszta sama pójdzie już łatwiej. Trzymam kciuki
  • awatar tease: Już raz udało Ci się tyle schudnąć. Teraz też dasz radę. Wyzdrowiejesz i wszystko zacznie się układać;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (5) ›
 

 
No i mamy listopad .
Jest szaro i ponuro.
Dwa tygodnie siedziałam na L4 w domu .
I dalej jestem chora.
Każdej normalniej osobie przechodzi po tygodniu.
Ale mi oczywiście nie.
Miałam antybiotyk, byłam u laryngologa.
Miało przejść.
Ale nie przeszło.
Gardło może i boli mniej, ale nadal boli głowa,
nadal mam podwyższoną temperaturę i nadal nie mam na nic sił.
Jak ja mam wrócić do pracy?? Nie mam siły w ogóle.
A rodzinny stwierdził że jest ok gardło, mam psikać dalej do nosa preparat od laryngologa i przepisała ISOPRINOSINE na wzmocnienie odporności.
Ale jedyne co się zmieniło to to, że mam w miarę normalny głos.
Co jest ze mną nie tak?
Nie jestem lekarzem, sama się nie zdiagnozuję.
Nic na mnie nie działa.
Wizytę prywatną u laryngologa mam dopiero na 12 listopada.
Nie wiem co ja zrobię, nie wiem jak pójdę do pracy.
Chyba muszę zmienić rodzinnego.
Lubię tą babkę, ale najpierw naprzemiennie drugą panią doktor przez rok pakowały we mnie antybiotyki.
Teraz , jak wycięłam migdały i dalej choruje, stwierdziła, że nie chce mnie leczyć antybiotykami, przepisuje tylko to ISOPRINOSINE i jakieś ziołowe na wzmocnienie odporności.
Ale ani nie da skierowana na jakieś badania, może problem jest gdzie indziej? Cholera wie.
Może coś mam z odpornością?
Chyba pójdę ją zmienić. Jest jedna polecana babka w innej przychodni, jak mi nie podejdzie , zawsze mogę wrócić do tamtej.
A boję się nią zmienić bo kiedyś miałam naprawdę dużo gorszego lekarza. No i plusem tej obecnej jest to , że od razu się do niej można dostać. Nie trzeba czekać po parę dni, jak coś się dzieje. Ale chyba zaryzykuję. Może jakoś inaczej spojrzy na problem.
Bo jak mi ta laryngolog nie pomoże to nie wiem co wtedy, ja nie mam siły tak żyć. Ciągle chora.
A poza tym tęsknię za byłym.
Nie wiem co jest nie tak ze mną.
Minęło 5 miesięcy.
A ja dalej tęsknię, płaczę, analizuję
co zrobiłam źle.
Gdzie się nie ruszę, to wszystko mi go przypomina.
Nawet przeglądając filmy na zalukaj w proponowanych wyskoczył mi film, na który po raz 1 poszliśmy do kina.I oczywiście już wieczór zrypany.
Niby chciał się spotkać na kawę, powiedział że czeka na info.
Ale ja ciągle jestem chora. Coraz grubsza.
Nie ma we mnie ani iskry radości, jakieś nadziei.
Ja się boję że usiądę tam i po prostu się rozpłaczę.
To był dobry człowiek. Kochał mnie.
A ja go tak traktowałam.
Przez moje kompleksy i strach myślał że mi nie zależy.
Teraz widzę, co zrobiłam źle.
Powinnam się przełamać.
Iść do tych jego rodziców, znajomych.
A ja się bałam, nie chciałam.
A on codziennie o mnie dbał, zabiegał, nie olewał, zapraszał od czasu do czasu gdzieś.
A ja byłam jak w takim amoku.
Najpierw nie chciałam chodzić do jego rodziców i znajomych bo się bałam. Czy mnie polubią, zaakceptują.
A później zaczęło się z tym gardłem. Wiecznie chora,zamroczona, bez sił do życia.
Odkładałam wszystko na czas, jak wyzdrowieje.
Co jak widać nie nastąpiło .
Mogłam bardziej się wykazać inicjatywą.
Ale później z kolei już było lepiej.
On był u mnie i na święta, i u siostry kilka razy.
Jak się pytałam kiedy odwiedzimy jego rodziców to mówił że na spokojnie. Więc już chyba wtedy było za późno.
I się chłopak wypalił.
Inne dziewczyny mają dzieci, mieszkają po x lat z narzeczonymi i jakoś sobie radzą po rozstaniu.
A ja ciągle chodzę i płaczę.
Boję się po prostu, że to był ten jedyny.
I że na takiego już nie trafię.
Co do diety październik wypadł kiepsko.
Nic się nie zmieniło.
Jem dużo za dużo.
2500 kcal czasem 3000 kcal.
Dwa dni diety, potem 3 dni obżarstwa.
I tak w kółko.
Jak ja mam schudnąć, zmienić pracę, styl życia, jak ja ciągle źle się czuję? To musi się w końcu skończyć. Chce wstać rano, i mieć siłę a nie zgona .
Bo teraz tak właśnie jest. Wszystko się sypie znowu.
No ale liczę na tą layngolog. Że mi pomoże .
Jedna z lepszych. Przynajmniej tak słyszałam.
Będąc na zwolnieniu trochę sobie popichciłam.
Zamiast leżeć w łóżku to ja przy garach.
Były i nowe burgery wege z bakłażana i fasoli z sosem paprykowym z przepisu od Małgosi Qchenne Inspiracje i bataty pieczone i omlet z ricottą.











Wiecie, że to kiedyś była moja figurka.
Zasuwałam wtedy ostro.
A i tak myślałam, że było źle.
Zawsze miałam jakieś problemy.
To ze stawami, nawet jak byłam szczupła,
to z żołądkiem.
Ale to gardło najbardziej mnie wykończyło .





 

 
Siedzę sobie w domu i odpoczywam.
Mam zwolnienie do piątku.
Nie czuję się wcale lepiej.
Każdy lekarz mówi co innego.
Laryngolog, któremu bardziej ufam, powiedziała że gardło jest ok,
tyle że jest stan zapalny zatok i z zatok mi ścieka do gardła.
Jedna lekarz rodzinna, w piątek jak poszłam bo już się mega kiepso czułam i chciaam zwolnienie
przepisała mi antybiotyk. Kazała przyjść po zwolnienie w poniedziałek.
No i przyszłam w ten poniedziałek po zwolnienie, trafiłam na drugą rodzinną,
która stwierdziła że to bardziej wirusowe i nie powinnam brać antybiotyku.
Ale jak już zaczęłam antybiotyk to mam go skończyć plus brać przeciwwirusowe.
W efekcie w tym miesiącu wydałam około 500 zł na leczenie gardła.
150 zł wizyta prywatna u laryngologa plus ponad stówa za leki. /
Ona mi przepisała steryd donosowy, biodacynę do nosa aby używać, i płukać zatoki.
Dzień później już mega źle się czułam poszłam do rodzinnej po zwolnienie.
No to ta 1 rodzinna dała mi antybiotyk przy okazji i po zwolnienie kazała przyjsć w poniedziałek.
I wczoraj ta 2 rodzinna przepisała syrop na kaszel bo też mnie męczy wykrztuśny, isopronosine na podniesienie odpornosci, ziołowe tabletki esberitox- wspomagająco, plus sinulan -tabletki – też wspomagająco.
Więc mam tyyle leków że aż mam zapisane na kartce co mam jak brać.
I który lekarz ma rację- cholera wie.
Ja się tylko boję , że tego gardła już nigdy nie wyleczę.
Gorzej jak mi nie przejdzie do piątku. A w piątek mam kontrolę.
I będę musiała iść chora do pracy w poniedziałek.
I co ja mam wtedy zrobić??
I ogólnie w tych małych aptekach jest taka przebitka cenowa że szok.
Za Multilac-ten synbiotyk 10 sztuk dla dorosłych zapłaciłam 34 zł !!!!
Ale już nie chciało mi się lecieć do innej chciałm jak najszybciej do domu jechać.
A normalnie w innej aptece płacę 12 zł za to samo opakowanie.
A jak się na DOZ zamawia to już w ogóle przez internet 10 zł.
Szok jak te małe apteki przy poradniach ceny zawyżają.
A ja że do tego brałam syrop na kaszel , i 2 opakowania innych tabletek już mi się nie chciało sprawdzać i pomyślałam że te pozostałe rzeczy tyle kosztują.
A ja na 2 opakowaniach Multilacu przepłaciłam 44 zł!!!
Na koszcie oczędnościowym została mi stówa.
Nie wiem czy się śmiać czy płakać.
Jest to efekt po 1 mojego obżarstwa niekontrolowanego.
Gdzie potrafiłam wydawać 50 zł na żarcie dziennie ( bo jakiś fast food, plus kawa i ciasto ).
No i kupowania nowych ubrań na mój coraz większy zad.
Co jest wynikiem obżarstwa.
No i prywatnego latania po lekarzach.
Ogólnie mam jeszcze skierowanie na badania z krwi od ortopedy , ale na razie nie mam kasy aby je zrobić no i kolejne 150 zł na wizytę też nie mam.
Więc chyba to przełoże na za jakiś czas.
Wiecie może ile takie skierowanie jest ważne ? Do realizacji ? Czy jakiś czas? Głównie OB, morfologia, aso , rf anty- cpp . One i tak są odpłatne, a na skierowaniu nie mam daty.
Muszę zacząć żyć z kartką w ręku.
Planować.
Może ten brak kasy na koncie jeszcze bardziej zmobilizuje mnie do nieobżerania się .
Może miałam po prostu za dużo hajsu i go rozpieprdzielałam na żarcie.
Muszę zacząć oszczędzać. Chcę zmienić pracę, zrobić prawko.
Kupić rolki.
Robić zakupy z kartką w ręku. Zacząć sama gotować i planować posiłki.
Zawsze będzie taniej i zdrowiej.
Swoje problemy muszę potraktować jako zmianę nawyków.
Obżeranie się jest teraz moim nawykiem.
Obsesyjne myślenie o jedzeniu też .
Zacznę powoli, stopniowo wprowadzać zmiany aż staną się one moim nawykiem.
Kiedyś już tak potrafiłam.
Muszę wyjść ze swojej strefy komfortu.
Gotowe obiadki podstawione pod nos są super.
Ale i są kaloryczne. Więcej za nie płacimy.
Trzeba będzie robić zakupy częściej, planować, gotować.
No ale bez tego się nie da.
Fajnie jest pić codziennie latte w kawiarni i ciacho do tego.
Ale nie tędy droga.
Nie mogę być też zero- jedynkowa.
Czasem na jakieś odstępstwo trzeba sobie pozwolić.
Nauczyłam się wygodnego życia, które ułatwiało mi zapominać o problemach.
Ale zaszło za daleko.
Tak być nie może.
Mam tyle pozapisywanych pomysłów na ciekawe dania,
że będę w miesiącu testowała 2 nowe przepisy.
Tak na początek.
Zdrowy styl życia powinien być codziennością.
Muszę zrobić też porządki w szafie.
Bo mam masę ubrań.
Ale w większość oczywiście się nie mieszczę.
Od rozmiaru 36 do 42 .
Tych mniejszych nie wyrzucam, bo oczywiście wierzę w to, że schudnę.
Dziś na obiad makaron ze szpinakiem i fetą.
Na jutro też.
W planach w tym tygodniu jeszcze bataty faszerowane z Qchennych Inspiracji i najnowszy wege burger też z tej samej strony .
Czas na rozgrzewające herbatki uważam za otwarty.
Osatnio wpadły domowe ruskie, i omlecik z szynką, brokułem, serem.
Moja matka kupiła dziś w Biedrze mega paczkę pierników, rodzynki w czekoladzie.
Mam nadzieję, że się a to nie rzucę.







  • awatar Sorbet z Malin: Też lubię wypić kawę w Costa Ale to raz tyg. tylko no i nigdy nie zamawiam nic do kawy. Kawa bez cukru.
  • awatar tease: Też moje skierowanie było ważne miesiąc. Myślę że to taki standard. Ja też zaczynam zdrowo jeść i gotować. Czasem się nie chce wiadomo, ale trzeba się przyzwyczaić.
  • awatar Arvene: o kurde zdrowia! jak ja miałam skierowania to były ważne miesiąc tylko niestety, aptekę to polecam tylko i jedynie gemini, najtańsza tylko chyba ceny on line a apteki stacjonarne mogą się różnić
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
W czwartek byłam u laryngologa.
Zapalenie zatok.
Miałam robione badanie endoskopowe.
Z zatok ścieka mi do gardła.
Dlatego boli i gardło.
Dostałam antybiotyk plus antybiotyk w kroplach do oczu, ale który mam aplikować do nosa( biodacyna )
Plus coś do psikania gardła.
Zestaw do irygacji zatok.
Niby powinno przejść.
Teraz większość choruje , więc mam nadzieje że ja odchoruje swoje i będzie spokój.
Że nie będę tak często chorować.
Zwolnienia mi nie zaproponowała a ja głupia się sama nie upomniałam.
Przez co w piątek poszłam do pracy i teraz czuję się jeszcze gorzej.
No ale w poniedziałek mam w planie iść z rana do rodzinnego żeby dał zwolnienie.
Nie mam sił iść do pracy. Tracę głos, nos boli, katar z krwią.
Nie będę zasuwać do roboty.
Muszę popracować nad stanowczością.
Umieć się odezwać,zawalczyć o swoje.
Bo ja się boję spytać o zwolnienie lekarza.
Serio.
Raz jak tak często chorowałam przez te migdały dostałam antybiotyk, 5 dni zwolnienia, jak po 5 dniach poszłam na kontrolę i jeszcze nie byłam doleczona do końca chciałam jeszcze parę dni zwolnienia to mi powiedziała że nie to jest koniec leczenia, przez weekend proszę poleżeć i nara.
No i w efekcie za 3 tyg znowu byłam chora.
Mam nadzieję, że tym razem będzie inaczej.
Dziś pod względem jedzenia w miarę ok .
Na śniadanie jajecznica z kabanosem.
Potem upiekłam ciasteczka owsiane z jabłkiem, rodzynkami i orzechami (zjadłam dwa ).
Na obiad pierogi ruskie.
Potem niestety wpadło kilka paluszków z galaretką w czekoladzie . Niestety przez moją matkę zawsze są słodycze w domu .
Na kolację planuję twaróg.
Wiem, że nie zmienię wszystkiego od razu.
Tylko małymi kroczkami .
Muszę zażegnać nawyk obżerania się.
Koniec z czipsami i czekoladą w weekend do serialu.
Nie chcę być gruba i chora na własne życzenie.
To racja, że uczyniłam ze swojego objadania się nawyk, który pomimo iż szkodzi, to pomaga mi zapomnieć, o tym, co złego dzieje się w moim zyciu. Emocje emocjami, ale nawyki mozna zmienić.
Wpadłam w to po uszy niestety,przestałam kontrolować.
To jest tylko jedzenie- chwilowa przyjemność.
Zacznę od ograniczenia tego syfu.
Jak najmniej kupnych słodyczy.
I fast foodów.
Nie zacznę od razu gotować fit obiadów, bo to wymaga u mnie logistyki.
U mnie w sklepie jest drogo i nie ma zbyt dużego wyboru. Dlatego muszę robić zakupy w mieście, dużo też kupić nie mogę bo jeżdżę busem.
Ostatnio kupiłam 4 kefiry , coś tam jeszcze i mi ciężko było to targać.
Zakupy wiążą się że nic już tego dnia nie zrobię, bo żeby zrobić jakieś konkretniejsze zakupy muszę zostać w mieście do 18, bo tak mam busa. Więc w domu jestem o 19.
Jak już będę mieć zakupy to we wtorek mogę ugotować coś na te 2 dni. Wrócić busem szybciej czyli będę w domu o 16.
Wtedy na szybko zjem jakiegoś omleta z warzywami czy warzywa na patelnię, coś co robi się ekspresowo
i nagotuję coś na dwa dni czyli środę i czwartek.
W piątek pewnie znowu będą zakupy żeby mieć coś na weekend. I tydzień zleci.
Czyli 2 razy niech zjem na mieście obiad jakiś. W poniedziałek i piątek. Niech to będzie jakiś gołąbek alb pulpet.
A trenigni?? To jak wyzdrowieje i doprowadzę zdrowie do porządku.
Mogę ćwiczyć w te dni, w które nie gotuję.
Zazdroszczę tym, którzy nie dość że mieszkają w mieście to jeszcze mają auto i prawko.
I mogą zrobić jakieś większe zakupy na spokojnie.
Ja niestety żeby zrobić zakupy muszę zostać do 18 plus jeszcze zbyt dużo ich nie zrobię , bo o kręgosłup też trzeba dbać.
Na koncie oszczędnościowym zostało mi 400 zł.
Na początku roku miałam 5000 zł.
Gdzie te pieniądze?
Kupiłam telefon.
No to razem z tymi wszystkimi pierdołami do niego wyszło 1000 zł.
A reszta- obżarstwo plus kupowanie coraz większych ubrań, bo się przestałam mieścić w te co nosiłam. Co oczywiście jest wynikiem obżarstwa.
No i prywatne latanie po lekarzach i leki.
I na koncie nie ma prawie nic.
Może to dodatkowo zmotywuje mnie do walki z tym obzarstwem.
Może mam za dużo kasy po prostu .
Jakbym miała mniej, liczyłabym każdy grosz i nie obżerała się.
Zawsze to dodatkowa motywacja.
No i to cholerne prawko. Muszę w końcu po 1 na nie uzbierać. I po 2 zrobić je.
Bo tyle fajnych prac mi ucieka sprzed nosa, przez to że nie mam tego dokumentu.
Już bym dawno miała inną pracę.
A tak nie dość że brak prawka blokuje to i dojazdy.
Nie dziwię się,że ten facet mnie zostawił jestem taką życiową ofermą.
Odezwać się nie potrafię, walczyć o swoje nie potrafię, nie mogę zmienić pracy bo nie mam prawka.
Ani kasy na nie.
To właśnie cała ja.
Tylko nażreć się potrafię.
Z takich zmian, które muszę jeszcze wprowadzić to zwiększyć ilość snu.
Kładę się o 10 , ale wstaję do pracy 4.50 a jeszcze mam często problem aby zasnąć.
Chociaż na początek o te pół godziny wcześniej się kłaść.
Na zdjęciach moje ciasteczka z dzisiaj i kurczak garam masala(chociaż więcej tam warzyw ) sprzed tygodnia.







  • awatar tease: Chore zatoki bardzo męczą. Ale widzę że w tym wpisie jednak jest trochę optymizmu i dobrych planów, powodzenia.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mam chyba obsesję na punkcie jedzenia.
Nie radzę sobie.
Codziennie się obżeram.
Dzień bez obżarstwa= dzień stracony.
U mnie od dłuższego czasu nie ma optymistycznych wpisów.
Ciągle same problemy.
Co najlepsze ja sobie zdaję sprawę że niszczę sobie życie i zdrowie.
Codziennie sobie powtarzam że to dziś ostatni dzień.
I tak w kółko.
Już o 7 rano w pracy myślę o tym co dziś zeżrę.
Niezdrowego oczywiście, ciągle myślę o pizzach, burgerach, ciastach, itp itd.
Po pracy dziś np. lecę na taksówkę żeby pójść do Maka. Po maku na kolejną taxę żeby zdążyć zjeść ciasto w ulubionej kawiarni .
Wszystko po to, aby zdążyć na busa o 18 do domu.
Czasami jest tak że wracam i o 20 godzinie.
Bo chodzę i żrę.
Tracę kasę na żarcie, taksówki .
Często po ponad 50 zł/dzień.
Ja wiem, że po 1 tracę kasę.
Po 2 tyje.
Po 3 niedługo dorobię się jakieś cukrzycy, insulinooporności itp itd.
Ja wiem że to chore i niezdrowe.
Ale dalej to robię.
Dalej się obżeram.
Codziennie obiecuję sobie że od jutra koniec.
Ale następnego dnia tak mnie ciągnie do tego żarcia, jakby się miało skończyć .
To już choroba psychiczna.
I co tam, że teraz boli mnie gardło i że źle się czuję.
Nie pojadę do pracy prosto do domu.
Tylko najpierw się nażreć potem do domu.
Ja wiem że siebie niszczę ale nie potrafię przestać.
To jest jak uzależnienie.
Kiedyś potrafiłam się ogarnąć , opanować.
Powiedzieć STOP.
Nie włożysz tego do buzi.
Nie zjesz tego.,
To jest niezdrowe.
Utyjesz od tego. ?
Za tydzień masz cheat meala to coś sobie zjesz.
A teraz??
Stoczyłam się na dno.
Ja wiem że się upasę, na drugi dzień będzie mnie bolał brzuch i będę mieć zaparcia albo rozwolnienie od tego żarcia.
Wiem, że spłuczę się z kasy i wyskoczą mi pryszcze, wiem że wrócę późno do domu i się nie wyśpię.
Ale nażrę się.
To najważniejsze.
Jak jedzenie i emocje rządzą człowiekiem.
Przykre.
Próbuję podchodzić do tego zadaniowo.
Zadanie 1 jadę po pracy do domu.
Zadanie 2 Idę po szybkie zakupy.
Zadanie 3 Robię obiad i jem go jak człowiek nie obżerając się
Itp
Itd
Tłumaczę sobie że to niezdrowe i niszczę zdrowie, figurę, i siebie ale to mało daje.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Myślałam że mi przez weekend coś przejdzie to gardło.Ale nadal jest kiepsko. A jutro trzeba iść do pracy i zasuwać na tym magazynie. Nie wiem jak dam radę. Spróbuję się dostać w tym tygodniu do laryngologa oczywiście prywatnie.
Bo jak pójdę do rodzinnego to mi pewnie antybiotyk standardowo da.
A ja już nie mogę dalej niszczyć sobie zdrowia tymi antybiotykami.
Już rok czasu latam do ginekologa, próbuję wyleczyć stan zapalny po tych antybiotykach i nic.
Pomagają na chwilę a niszczą organizm.
Boję się, że ten koszmar zacznie się od nowa.
Że zacznę chorować, zaleczać tylko stan ostry a dalej się będę źle czuć.Tak się nie da żyć. W ciągłym maraźmie.
Aż z tego wszystkiego napisałam do S że znowu chora jestem. Ciągle próbuję szukać wsparcia u niego.
Wiem że go wkurza takie marudzenie więc przeprosiłam za zawracanie dupy.
Napisał że nie wkurza go marudzenie a bezczynność w takich rzeczach.
Że mam się nie bać odzywać do niego, jak chcę to mogę zawsze nawet zadzwonić on zawsze chętnie porozmawia ze mną. Że cieszy się że walczę o zdrowie i mam u niego plusa. I takie tam inne bzdety.
Nie wiem, czy walczyć o tego faceta czy odpuścić.
Zranił mnie, ale kocham go .
Daje mi niby jakieś tam nadzieję że kiedyś będziemy razem jeszcze ale kto wie?
Wczoraj zrobiłam a obiad makaron w sosie pomidorowym i do tego pulpeciki takie mini i parmezan.
Dobre, chodź standardowe spaghetti chyba trochę lepsze.


  • awatar kraseczka: @tease Wiem, ale nie potrafię ;((
  • awatar tease: Oby się dało szybko wyleczyć. Powodzenia. Ja już pisałam że lepiej odpuścić ta znajomość a najlepiej całkowicie uciąć kontakt. Im szybciej o nim zapomnisz tym szybciej ruszysz na przód. Trzymaj się.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
To będzie pewnie długi wpis bo dawno się nie odzywałam.
W zasadzie, to nic się u mnie nie zmieniło a jest tylko gorzej.

________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Po 1.
Dziś zaczęło mnie boleć gardło.
Nie takie drapanie i suchość jak zawsze.
Ale znowu tak, jak wtedy gdy miałam zawalone te migdały.
Boli mnie gardło, jest gorące, mam trudności z przełykaniem,
ogólne osłabienie, ból głowy i mięśni.
Minęły zaledwie 3 miesiące od wycięcia tych migdałów
i nie wyobrażam sobie że ten koszmar ma wrócić na nowo.
Modlę się aby przez weekend mi przeszło.
A łykam codziennie wieczorem masę leków.
Witamina C 1000J, Witamina D 4000J,
Tran, Probiotyk.
Do tego moje mikstury czyli
odstany miód, woda plus sok z cytryny,
łyżeczka oleju z czarnuszki, oraz 50 ml soku z pokrzywy .
To wszystko biorę aby odbudować odporność po rocznej antybiotykoterapii.
Dziś myślałam że już nie wysiedzę w pracy bo się kiepsko czułam.
I ten koszmar ma znowu wrócić????
Kupiłam sobie Neosine Forte, wezmę coś przeciwgorączkowego,
i zostało mi trochę Octaniseptu po zabiegu więc będę psikać.
Może wpływ na to ma moje wieczne niewyspanie i obżarstwo??
Ale o tym zaraz.


________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________

Po 2.
Moje zaburzenia odżywiania.
Stwierdzam że je mam.
Bo to , co ja wyprawiam nadaje się na leczenie.
A ja cały czas próbuję poradzić sobie z tym sama.
Nigdy nie jadłam idealnie.
Kiedyś już miałam kiepski okres w życiu .
Też się obżerałam i upasłam.
Ale potrafiłam powiedzieć sobie dość i się wziąć za siebie.
Schudłam ponad 10 kg, uprawiałam regularnie sport,
odżywiałam się zdrowo i raz w tygodniu wpadło coś słodkiego.
Ale było to świadome i kontrolowane.
A potem mi się odwidziało i zaczęłam coraz więcej jeść i przestałam ćwiczyć .
Ale w miarę to kontrolowałam.
Z 2 razy w tyg coś zgrzeszyłam.
Ale odkąd S mnie zostawił zdarza się to codziennie.
Od 4 miesięcy dzień w dzień .
W pracy zazwyczaj jem bułkę z serem i wędliną plus warzywa.
Potem kefir.A potem banan+jabłko.
Albo banan plus orzechy. Taki mix .
Jest to zwykle 1000 kcal .
A po pracy idę się obżerać.
Zazwyczaj jakiś syty obiad bądź fast food.
Potem kawa i ciasto. Albo gofr.
W domu kolacja.
Łącznie koło 2500--3000 kcal.
Codzienie.
Nie ciągnie mnie do zdrowego jedzenie tylko do fast foodu i słodkiego. .
Mam wrażenie że jak nie pójdę się nażreć to mnie coś omija fajnego .
Że coś tracę. Chore to jest.
Mam wieczną ochotę żarcia.
Jak idę jeść, to ja już nawet nie czuje że coś zjadłam, nie czuję smaku tego jedzenia.
Nie potrafię sobie z tym poradzić.
Siedzę, żrę, obserwuję innych ludzi jak są z kimś, szczęśliwi.
Mają coś czego ja nie mam.
Codziennie sobie obiecuję że to koniec i od jutra basta.
Nigdy tak dużo nie ważyłam.
Wstydzę się siebie.
Jak widzę jakiś starych znajomych uciekam na 2 stronę.
Brzydzę się siebie.
Mam w domu Thermomix, Masę E-booków, Książek,
Masę pomysłów na zdrowe jedzenie.
Aja idę się obżerać.
Minęło 9 dni od wypłaty a ja wydałam już 280 zł na nadprogramowe jedzenie
czyli kawa, ciasto , fast food i słodycze.
Jeszcze ta dziewczyna co ze mną pracuje zaczęła kupować sobie gorące kubki do pracy.
Te ala zupki w proszku.
Sama w życiu bym się na to nie skusiła ale widząc u niej kupilam sobie dwa.
Na szczęście wypiłam 1 , stwierdziłam że to paskudztwo a drugie wyrzuciłam.
Nogi to już od fizycznej pracy plus dźwigania mojej osoby strasznie bolą.
Nie wspominając że się w nic nie mieszczę,
ciągle muszę kupować nowe ciuchy i marnować kasę.
Mam 2 kurtki na zimę plus płaszcz i co .
Pewnie się nie zmieszczę .
Będę musiała kupić nowe.
Tak samo było z kurtką na jesień i spodniami.
Spodniie kupiłam 2 pary w HM za 50 pln za sztukę
a kurtkę w Sinsey za 80 zł.
Wszystko jak najtańsze.
NO ale hasjs się traci.
Na coś, co mam w szafie , ale się nie mieszczę.
Marnuję sobie życie, zdrowie i roztrawniam kasę.
W styczniu miałam 5000 zł oszczędności.
Zostało mi 1600 zł.
Przez te choroby, prywatne latanie po lekarzach, kupowanie coraz
większych ciuchów i obżeranie się.
Bo tkwię w jakimś maraźmie, z którego nie potrafię się sama wyrwać.
Daję sobie jeszcze miesiąc.
Jak się sama nie ogarnę to muszę zacząć szukać pomocy u specjalisty.
Tylko gdzie? U jakiego??
Chcę zacząć normalnie żyć, jeść, ćwiczyć, być zdrowa i szczęśliwa.
Chcę wracać do domu, zjeść obiad który sama ugotuję, poćwiczyć i mieć czas na przyjemności.
A tak przez to obżeranie się w domu jestem o 19.00.
________________________________________________________________________________________________________________________________________________________________



Po 3.
Co do S.
Odezwał się ostatnio czy idziemy na jakąś kawę.
Odpisałąm , że może za jakiś czas.
Bo na razie cały czas mam łzy w oczach jak go widzę.
Cały czas siedzę i myślę.
Tęsknię. Płaczę.
Nie chcę też żeby mnie zobaczył taką upasioną i zapłakaną.
Chciał też odwieźć do domu jak ulewa była.
Ale podziękowałam.
Nie jestem w stanie na razie wybaczyć, zapomnieć.
Nie wiem o co mu chodzi.
Może w zwykłej grzeczności doszukuję się podtekstu.
Cały czas go niestety kocham.

____________________________________________________________________________________________________________________________________________________________
To byłam ja , parę lat temu, gdy miałam formę życia.
Ok 49 kg.















  • awatar tease: Już raz udało Ci się tak dużo schudnąć, więc tym razem może być podobnie. Masz rację, że nie chcesz się spotykać z byłym. Trzeba na nowo układać życie, A nie ciągle rozpamietywac to co było. Ja Cię doskonale rozumiem z jedzeniem, bo też mi się zdarza jeść tylko dlatego bo jestem smutna albo zestresowana. Co do specjalisty to nie wiem, może jakiś psychoterapeuta na początek.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Byłam w zeszły wtorek na tej rozmowie o pracę ale niestety wybrali kogoś innego.
Co lepsze nie podali na stronie ile kandydatów się zakwalifikowało,po drugie na rozmowie byłam sama .
Na część pytań znałam odpowiedź, na część nie.
Przygotowywałam się już w weekend wcześniej.
Przyszłam pół godziny wcześniej, nikt się tam nie kręcił, po mnie jak wyszłam też nikt nie czekał.
Zazwyczaj w Urzędach rozmowy są jednego dnia.
Ewentualnie każdy może mieć na inną godzinę.
Coś czuję, że ten konkurs był ustawiony.
No i zmarnowałam tylko dzień na urlop na żądanie,
no i z tej racji, że mi nie poszło cały tamten tydzień się obżerałam .
W obecnej pracy niszczę sobie tylko zdrowie na tym magazynie, co chwilę są jakieś problemy. Jesteśmy tylko we dwie , zaległości robią się codziennie.
Codziennie są jakieś problemy .
Siada już mi tam kręgosłup od tych teczek.
Nogi to mi w tyłek włażą po pracy dosłownie.
Ciągle jestem zmęczona .
Ten tydzień - też się cały obżerałam.
Nawet nie wiem czemu.
Bo tak.
Bo nic mi w życiu nie idzie.
Ja po pracy nie wracam jak normalny człowiek do domu.
Idę najpierw na obiad, bo oczywiście w domu po pracy nie mam sił gotować, a potem kawa i ciasto.
I tak codziennie.
Nie mogę uzależniać swojego objadania się od statusu związku, bycia szczęśliwą, posiadania lepszej/gorszej pracy lub jej braku czy zmęczenia. To siedzi w głowie. To problem z psychiką.
Ja sobie już nie radzę.
Wszystko się robi znowu na mnie za małe.
Kurtki na jesień nie mam.
Jak nie schudnę to na zimę też nie będę mieć.
W nic się nie mieszczę.
Po zabiegu przybrałam 4 kg dodatkowo.
Nigdy w życiu nie ważyłam tyle, co teraz,
zawsze max to było 62 kg.
Teraz jest 67 kg.
Jutro muszę jechać na zakupy kupić jakieś spodnie, bo chodzę w letnich , cienkich bo tylko w takie się mieszczę.
Niszczę sobie życie i zdrowie świadomie, ale nie potrafię przestać.
Codziennie sobie obiecuję, że od jutra zacznę.
Ale to nie następuje.
W tamten weekend 1 raz od nie pamiętam kiedy nie nażarłam się kupnych słodyczy, ale za to zrobiłam swoje-zdrowe ciastka owsiane z jabłkiem, orzechami, rodzynkami.
Pyszne , zdrowie noo ale co z tego skoro zjadłam prawie wszystkie naraz.
Echh szkoda gadać, gdzie się podziałam dawna ja??
Przepadłam.

Poza tym S się do mnie odezwał.
3 tyg prawie było ciszy.
Ja stwierdziłam że się nie będę do niego odzywać.
Spotkał się ze mną, oficjalnie rozstał.
Tego chciałam.
Już mi dupy nie zawracam.
Cały czas go kocham , cały czas boli mnie to wszystko, nie potrafię zapomnieć.
Spytał się jak tam zdrowie, coś tam zagadał generalnie o pierdołach.
Nie potrafię chyba z nim normalnie rozmawiać.
Wcześniej byliśmy razem, gadaliśmy ze sobą całe dnie, o wszystkim , o nas, o wspólnej przyszłości.
Teraz- tego już nie ma, a o pierdołach nie potrafię z nim gadać bo cały czas mam w sercu żal, cały czas to boli i zaraz płaczę.
No i dwa dni temu , czekałam na busa.
A on naprzeciwko mojego przystanku chodzi na siłownię. No i właśnie z niej wracał, jechał samochodem, widziałam że się patrzy , ale ja udawałam że nie widzę.
No i napisał do mnie, a ty co ślepa jesteś.
No to odpisałam, że widziałam go ale nie będę machać jak dureń.
Ja cały czas widzę w nim faceta, który mnie kochał, był mój, a teraz- nie potrafię się z tym pogodzić.
Mam nadzieję, że chociaż w końcu się ogarnę i przestanę obżerać.
Nie mam kasy na nowe ciuchy , nie mogę na siebie patrzeć. Źle się czuję.
Chcę w końcu normalnie żyć.
  • awatar helloitsme.katia: Wszystkie negatywne rzeczy, niepowodzenia się skumulowały i teraz w Ciebie uderzają, ale nie możesz pozwolić żeby Cię rozbiły. Daj sobie czas, nie poddawaj, staraj się myśleć pozytywnie i pisz dużo, kto może ten pomoże dobrym słowem ;) A jeśli chodzi o rozsatanie, zastanów się czy na prawdę chcesz żeby się to tak skończyło i czy on chce, skoro nadal próbuje z Tobą utrzymywać kontakt? Zapraszam do siebie, wróciłam dzisiaj na bloga ;) Pozdrawiam i trzymam kciuki ;*
  • awatar Niebieski Motyl: Nie przejmuj się napadami, z czasem nauczysz się nad nimi panować ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Dalej się obżeram .
Codziennie obiecuję sobie ,
że od jutra koniec -
ale ten koniec nie następuje.
Nigdy nie ważyłam tak dużo.
Nigdy nie byłam taka zła, sfrustrowana.
Zajadam problemy.
Jedzenie chwilowo przynosi mi ulgę.
Dziś w pracy odwiedziła nas dziewczyna z działu, która miesiąc temu urodziła.
Dwa lata starsza ode mnie .
28 lat.
Ma męża, dziecko, kredyt na mieszkanie na nowym osiedlu .
Wiedzie szczęśliwe życie.
Druga dziewczyna która ze mną pracuje z kolei 2 lata młodsza, 24 lata właśnie wzięła z narzeczonym kredyt na połowę bliźniaka.
One sobie chodzą , opowiadają, jak się urządzają, co robią w weekend a ja tylko siedzę i słucham.
Bo w tym temacie do powiedzenia nic nie mam.
Każdy jakoś dookoła z kimś buduje tą przyszłość.
Tylko nie ja.
Zawsze pod tym względem ostawałam od rówieśników.
Wszystkim się jakoś układało tylko nie mi.
Przez chwilę dane mi było żyć, tak jak inni.
Mieć kogoś, nie siedzieć ciągle sama w domu,
wyjść gdzieś w weekend, mieć z kim spędzić sylwestra czy majówkę. Planować przyszłość.
Ale widocznie się nie nadawałam.
Znowu wróciłam na stare śmieci.
Mieszkam z mamą, na wsi,w starym, rozpadającym się poniemieckim domu. Nie stać mnie na wynajem kawalerki , o kredycie w przyszłości mogę pomarzyć.
A dziwnie trochę by dorosła dziewczyna wynajmowała pokój ze studentami. Już lepiej mieszkać z matką.
Na wkład własny nikt mi nie da.
Samemu odłożyć ciężko.Zresztą nawet jak się kiedyś uda to smutno wracać do pustego domu, w którym nikt na mnie nie czeka.
Życie w pojedynkę jest dla mnie smutne i ciężkie.
Jestem znowu nieszczęśliwą, grubą marudą.
Ale jest światełko w tunelu, dostałam zaproszenie na rozmowę we wtorek.
Może się uda chociaż zmienić tą beznadziejną robotę.
Ale tu właśnie wychodzą moje problemy.
Ja nawet się boję iść do kierowniczki i powiedzieć że biorę urlop na żądanie. Chyba muszą mi dać na żądanie no nie?Nie mogą odmówić?
Bo wiedzą, że rozglądam się za czymś innym.
Nawet takiej pierdoły się boję.
Nie mam w ogóle w sobie stanowczości i odwagi.
W pracy wciskają mi najgorszą robotę a ja się daję.
Bo jetem słaba.
Ale nie odpuszczę tej rozmowy, jakoś wezmę się na odwagę i pójdę.
A jak się jakimś cudem uda i mnie zatrudnią to jak to jest najpierw podpisuję umowę w nowej pracy i składam wypowiedzenie w starej? Na dodatek obowiązuje mnie miesiąc wypowiedzenia i może być problem.
Boję się, że ja złożę wypowiedzenie, a oni nagle zadzwonią że chcą kogoś innego jednak a ja zostanę bez pracy.
Bardzo liczę na to , że w końcu zmienię tą pracę.
No i znowu sobie obiecuję że od jutra się ogarniam, dieta, ćwiczenia, no i siebie i swoją głowę by znów stanąć na nogi.
Chcę- być znowu dawną sobą- szczupłą, zdrową, z nadzieją na fajną przyszłość z własną rodziną.









  • awatar black5775: Kurcze chciałabym Cie jakoś pocieszyć bo miałam podobnie, byłam w takim wieku, że samotność mocno dawała w kość i wszędzie widziałam szczęśliwe pary. Ale dopiero kiedy sama zaczęłam analizować wszystkie swoje wcześniejsze decyzje, też rzeczy na, które nie miałam wpływu, zaczęłam się interesować psychologią tym co nas w pewien sposób "kształtuje" dopiero nauczyłam się odpuszczać w pewnym stopniu, rozumieć siebie i cieszyć się tym co mam. Dopiero kiedy poukładałam sobie wszystko w głowie, przestałam się za wszystko obwiniać, zaczęłam akceptować siebie i jakoś tak robić żeby polubić to swoje życie, dopiero zaczęłam szukać faceta. I wydaje mi się, że w podobnym miejscu jest problem u Ciebie. To wszystko tak na prawdę zaczyna się w nas i dopóki sami się nie polubimy to ciężko oczekiwać, że inni to zrobią. Może przestań wywierać na sobie presję, że musisz schudnąć tylko myśl o tym, że chcesz być zdrowa. Ja tak zrobiłam i pomogło.
  • awatar tease: Tak jak się z boku patrzy to kazdy szczesliwy a kolezanki w pracy nie beda gadac o swoich problemach. Kredyt to zobowiazanie na lata nie ma sie czym chwalic tak naprawde. W koncu powiesz sobie dosc wesmiesz sie w garsc jak ty zaczniesz sie zmienoac to wszystko dookoła tez bedzie sie zmienialo. Ja tez mam 26 lat mieszkam z mama i nie mam faceta.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Generalnie mowa tu o wszystkim.
Nigdy nie ważyłam tyle, co teraz.
Kiedyś byłam już grubsza ale nie aż tak.
Siostra już mi zaczęła dogadywać że robię się kwadratowa, jak ja wyglądam, jestem młoda , mam się zabrać za siebie.
Dziś weszłam na wagę i pokazała 67 kg.
A mam 152 cm.
Zawsze najwęcej ważyłam 62 kg.
Co z tego że jem zdrowo, jak wystarczą dwa albo trzy napady podczas których potrafię zjeść 3500 kcal nawet.
Nie mam sił na nic.
Jestem słaba.
Tylko siedzę i się obżeram .
W tym tygodniu codziennie był albo gorf i kawa albo ciasto.
W piątek meksykańska, gofr i później Mc Donald.
Wczoraj siostra rano do kawy przyniosła słodką bułkę jeżyka.
Potem zrobiłam sobie jajecznicę.
Później, idąc na spacer zjadłam loda, małą paczkę cheetosów, i pół kinder bueno.
Poźniej kaszę gryczaną z warzywami na obiad, twaróg na kolację a 20 minut przed zamknięciem sklepu kupiłam małą paczkę chipsów i paczkę jeżyków.
Nawet nie wiedziałam na co mam ochotę.
Byle by się nażreć.
To normalne nie jest.
Mam po prostu bardzo smutne życie.
Zostawił mnie facet, którego kocham.
Mam beznadziejną pracę,która niszczy mi zdrowie,
kiepskie zdrowie,
kiepską figurę,
zero znajomych.
Żandych szans na lepsze życie i przyszość
Jedyne co mi w życiu zostało to się nażreć.
To mi przynosi chwilową ulgę w tym wszystkim.
Wszędzie widzę jak inni układają sobie życie.
Tylko mi jak zwykle nic nie wychodzi.
Kiedyś miałam siłę by walczyć, teraz chyba się poddałam.

  • awatar tease: Kochana nie poddawaj się. Już raz udało ci się schudnąć i to jak dużo, więc tym razem też się uda. Jesteś młoda, ładna. wyleczyłaś gardło, możesz teraz powoli zbierać energię. Jedz więcej warzyw, bedziesz miała lepsze samopoczucie, kiedy będziesz chciała iść do sklepu zjedz może owoce słodkie. Byle tej chemii nie kupować. To zgubne, zajadamy smutki a później czujemy się jeszcze gorzej. Wróć do ćwiczeń, wysiłek fizyczny choć na chwile odciągnie myśli od byłego chłopaka. Trzymaj się, damy radę schudnąć :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Nie wiem nawet jak zacząć.
W środę, jak byłam w pracy kilka minut po 2 S napisał że jest pod moją pracą i jak skończę to żebym wyszła na parking. Zaskoczył mnie, nie powiem.
Myślałam, że chociaż da znać dzień wcześniej, żebym też mogła oddać mu jego rzeczy.
W sumie to tylko parę drobiazgów, które mi podarował, a które chciałam mu oddać.
Nie powiem, mimo że chciałam tego, to bałam się.
Ale jak tylko skończyłam pracę, poszłam.
Podeszłam do samochodu, przywitałam się, powiedział żebym wsiadła, abyśmy mogli pogadać.
Było miło.
Nie było złości między nami, kłótni.
Wszystko na spokojnie.
Powiedział że w chwili obecnej mnie nie kocha.
Że się zmieniłam, i że to nie to, czego oczekiwał.
Że bywały takie chwile, że czekał aż pojadę do domu.
Zaczęłam go denerwować, wkurzać.
Że zrobiłam się ospała, że miał wrażenie że nie kontaktuje w ogóle , wyobcowana, że przestałam walczyć o swoje, że to on ciągle dominował w związku a ja się stałam taką mimozą.
Jak się spytałam czy kiedykolwiek mnie kochał odpowiedział że tak.
Przypomniałam mu, że kiedyś nawet potrafiliśmy siedzieć i gadać o pierdołach albo i nawet nie gadać tylko siedzieć w ciszy albo coś oglądać i było fajnie. Że się wkurzał jak jechałam.
Powiedział, że tak to wszystko było prawdą, kochał mnie, wystarczałam mu ja, ale potem zaczęłam się inaczej zachowywać i zaczęłam go wnerwiać.
Że on zaczął być niemiły dla mnie przez to.
I że chciał się rozstać, bo nie chciał żebym go znienawidziła. Nie chciał do tego dopuścić.
Żebyśmy się znienawidzili oboje.
I że chce żeby było dobrze między nami.
Mimo tych zawirowań.
Ogólnie on też przytył, odkąd się rozstaliśmy.
Stwierdził, że chciał przybrać na masie mięśniowej, ale poszło w tłuszcz, ale on też jak i ja zajada problemy. .
Ogólnie zaczął mówić o swoich planach.
Że chce się wyprowadzić z tej kawalerki.
Jego ojciec ma dom na pół podzielony z osobnym wejściem i chce tam zamieszkać. Bo on sam się w tej kawalerce nie mieści.
A na kredyt na większe mieszkanie go nie stać w pojedynkę.
Może i by dostał ale to by bardzo mało zostawało na życie a on nie chce tak żyć od wypłaty do wypłaty.
Że jak ja przyjeżdżałam to nawet nie było gdzie się ruszyć w tej kawalerce. Dla niego samego jest za mała.
Dlatego planuje się do tego ojca wyprowadzić. Że się wcale z tego powodu nie cieszy i że tego nie chce. Ale nie ma wyjścia. Zawsze mówił że nie chce tam mieszkać z ojcem. Ale że będzie musiał, bo się już nie mieści w swoim mieszkaniu . I że kiedyś mnie zaprosi tam, że poznam w końcu jego ojca haha.
Generalnie z jego gadki wyszło na to że cały czas ma kompleks na tym punkcie. Powiedział , że wie że bardzo mnie zranił, że jak będę chciała pogadać i się spotkać na kawę, mam się odzywać, bo on nie chce pierwszy bo wie jak bardzo mnie skrzywdził.
Ja mu powiedziałam że ja też nie wiem czy on będzie chciał ze mną gadać, czy go nie będę znowu wkurzać.
Powiedział że teraz jak nie jesteśmy razem, jest inna relacja i bardzo mnie lubi i że go nie wkurzam.
Że ma nadzieję, że będziemy mieć ze sobą dobry kontakt, bo on niczego nie wyklucza , niczego nie bierze za pewnik, nie wyklucza że kiedyś znowu będziemy razem, że zna pary co po 2 latach się zeszły i są razem. Dlatego on chce mieć dobry kontakt, dlatego zerwał, żebym go nie znienawidziła całkowicie za jego zachowanie. Że mam pamiętać, że nasze drogi się nie rozeszły, i że być może kiedyś się zejdą, ale muszę się ogarnąć też. I że za jakiś czas zada mi pytanie, nie chciał mówić jakie, bo ni chciał mi mieszać w głowie.
No więc to na tyle.
Dobrze było to usłyszeć, były to bolesne słowa, ale jest mi teraz lepiej.
Po prostu teraz to akceptuję.
Nie wiem czy się kiedykolwiek z tym pogodzę, ale teraz to akceptuję.
Rozmawialiśmy ze sobą normalnie, oczywiście ja płakałam jak to ja ale nie mogłam powstrzymać łez.
Ale miał rację, że jakby to trwało dłużej to moglibyśmy się znienawidzić na zawsze.
A tak jest szansa że kiedyś znów będziemy razem.
Zapytał się też jaki ja mam do niego stosunek,
generalnie i tak namieszał mi w głowie.
Bo dał mi nadzieję że kiedyś wrócimy do siebie.
Kocham go cały czas , ale nie wiem czy będę w stanie mu zaufać znowu .Czy on znowu tego nie zrobi. Zapomieć o tym wszystkim i normalnie żyć z nim znowu. Są tu jakieś pary, które po rozstaniu się zeszły? Odezwijcie się bo ciekawa jestem. Mimo to narazie o tym nie myślę, chce dojść do zdrowia, znowu zaakceptować siebie.
On jak mnie pokocha , to pokocha, nie to nie.
Czas pokaże, co życie przyniesie.
Widać po nim, że tego chce .
Faktycznie się zmieniłam.
Tylko ja głupia wierzyłam że on kocha mnie na tyle, że to przetrwa.
Jedak nic nie trwa wiecznie.
Niebezpiecznie jest wierzyć w to, że coś trwa wiecznie .
Mam teraz nauczkę.
Że mimo przeciwności losu cały czas trzeba się starać. I o siebie i o drugą osobę.
Nie odpuszczać, walczyć o swoje.
Nie wiem, czy kiedykolwiek pozbędę się tego żalu i będę w jego towarzystwie znowu szczęśliwa, promienna i z tą iskrą, której teraz mi brakuje.
Dieta w tym tygodniu znowu lipa.
Poprosił mnie abym się nie obżerała, ogarnęła.
Że wie że jest ciężko.
Ja to też wiem.
Jestem coraz grubsza.
Niedługo znowu będę musiała garderobę wymieniać.
Jak tego nie zatrzymam.
Mi już jest ciężko i czuję, że się toczę, a mimo to obżeram się dalej.
Ale muszę się ogarnąć dla siebie i swojego zdrowia.
Bo z tym coraz gorzej.
Stawy skokowe to mnie tak bolą, sztywnieją w nocy, ledwo co wstaje dopóki się nie rozruszam . Czeka mnie ortopeda, ale najpierw żebranie o skierowanie.
Chyba, że pójdę prywatnie. Nie wiem czy to przez moją coraz większą wagę, a może stan zapalny, a może przez to że w pracy 8 h jestem na nogach? Nie wiem.
Czas się ogarnąć. Wcześniej mnie bolał lewy, teraz prawy.Dziś ból odczuwam cały dzień.
Dziś już było w miarę ok, na śniadanie ulubiona jajecznica, na obiad makaron ze szpinakiem i serem feta.






  • awatar paatusia: @tease: dokładnie myślę tak samo. Chłop nie wie czego chce niech spada.
  • awatar tease: Wiesz co, to wygląda dziwnie. Zostawił cię bo się zmieniłaś, bo miałaś problemy ze zdrowiem. w życiu się trzeba mierzyć z różnymi złymi sytuacjami. On niby dorosły facet, ale jak zaczęło być źle i potrzebowałaś jego wsparcia w kiepskim okresie życia to nagle się wycofuje. Czy naprawdę warto układać sobie życie z kimś takim? Z kimś kto ucieka kiedy jest źle. i nie rozumiem zupełnie co to za tłumaczenie, ze on nie chce psuć tego co jest między wami, bo może kiedyś do siebie wrocice? Dla mnie to wygląda tak: No. fajnie mi z tobą było, ale zaczelas marudzic i mnie wkurzac, wiec spadaj. Jak znowu bedziesz fajna i sie ogarniesz to sie odezwij. Taka sobie furtke zostawia i miesza ci w głowie. Moze kiedys wrocimy do siebie. Ty bedziesz myslala o tym z nadzieją, a on co? Bedzie szukal kogos innego, ale jak się nie uda to wtedy sie odezwie? Moim zdaniem nie ma sensu wracac do byłych. Żaden taki zwiazek wsrod znajomych nie przetrwal. rozstania i powroty do niczego nieprowadzace.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
Od 3 lat zawalam na całej linii.
Jak tylko mogę.
Jem bez ładu i składu, tony fast-foodów i cukru.
Nie ćwiczę.
Jak to jest że ponad 5 lat temu powiedziałam sobie- DOŚĆ . To koniec i zaczęłam działać.
I działałam przez ponad 2 lata.
Nie obżerałam się, byłam aktywna, schudłam ponad 10 kg, wyrobiłam fajną figurkę i zarys mięśni,
potrafiłam zjeść 3 kostki czekolady, a reszta czekała i leżała nieruszona.
Mówiłam sobie że nic już więcej dziś do ust nie włożę- i tak było.
Potrafiłam.
To chyba siedzi w głowie .
I psychice .
A teraz niszczę figurę, zdrowie.
Wiem to , a mimo to lecę do sklepu i kupuję to gówno.
Tracę kupę kasy na to.
Wczoraj dzień zaczęłam od jajecznicy z kurkami.
Jajecznica to u mnie typowe, weekendowe śniadanie.
Na obiad w planach była Moussaka, odchudzona z mięsem z indyka- trochę zmieniło smak, ale też obrze smakuje. Porcja - 600 kcal, więc w normie.
Na zdjęciu w naczyniu są 4 porcje. Bo dzielę sobie to na 4 .
Jest to bardzo czasochłonne danie, aby zrobić je tak jak w przepisie od A do Z, więc pewne rzeczy pomijam , inne uproszczam ale i tak pół dnia przy garach stałam.
W międzyczasie zrobiłam omleta z ricottą i nektarynką.
W planach była jeszcze pasta z pieczonych warzyw z nowej książki QCHENNE INSPORACJE.
Ale mi to jakoś nie wychodzi, robię zbyt duże porcje, mniejszych się nie opłaca. Potem to podchozi wodą, psuje się, nie potrafię do końca tego przyprawić dobrze.
Dlatego chyba przerzucę się na kupne pasty. Fajne są w LIDL .Pasty Wawrzyniec, jadłyscie, próbowałyście?? Jak oceniacie???

No i w międzyczasie jak gotowałam zabrakło mi masła do sosu beszamelowego.
Idąc do sklepu tłumaczyłam sobie idę tylko po masło.
A wzięłam Twixa i żelki.

No i potem wieczorem byłam już tak zmęczona, zamulona bo od 2 godziny do 7 byłam w kuchni, odpaliłam grę o tron i stwierdziłam że skoro i tak już zawaliłam to zawale dalej . Wpadły 2 małe paczki cheetosów i czekolada Milka wiśniowa.

Nie ukrywam, było to też spowodowane tym, że znowu zaczęłam myśleć o nim. Zastanawiałam sie, jak można tak potraktować kogoś, z kim się spędziło kawałek życia.Żeby nawet w oczy nie spojrzeć i nie powiedzieć prawdy . No ale nieważne.

Przez to stanie pół dnia w kuchni nie zdążyłam poprzeglądać ofert pracy. Dziś też nie zdążę bo muszę posprzątać chatę i ogarnąć paznokcie.

Więc zrobię to w poniedziałek .

Za tydzień w poniedziałek mam PODOLOGA.
Umówiłam się, bo nie radzę sobie z narastającą skórą na piętach. Chyba za bardzo tarłam tą skórę i od 2 lat walczę z tym sama i przegrywam.
Dlatego czas iść do specjalisty.
W czwartek też mam ginekologa, bo po rocznej kuracji antybiotykami nie mogę pozbyć się stanu zapalnego.
Ciągle wraca i wraca.
Więc skutki uboczne leczenia gardła ciągną się strasznie.
Muszę wprowadzić do swojego życia regularność i konsekwentność .

Zacząć normalnie jeść, trenować, kłaść sie spać o normalnej porze i wysypiać.

Muszę kupić matę do ćwiczeń.
Muszę zacząć żyć normalnie.
Stanąć na nogi.
Przestać się obżerać.
Zacząć coś robić ze swoim życiem
Muszę być fajna , bo wtedy będę przyciągać fajnych ludzi.

Za rok chcę ważyć conajmnej 55 kg. Nie wstydzić się siebie.
Nie chować się w domu.
Zakładać normalne ciuchy, a nie te które są dobre na mnie.












  • awatar happy bae: pyszne są te pasty z Wawrzyńca, a nim nie ma co się przejmować, ludzie nie mają sumienia .. i wszystko się ułoży <3
  • awatar shhhhh.: tak. dokladnie to samo u mnie. ciezki okres.
  • awatar tease: Ja to samo cały czas jem jak odkurzacz, wszystko, same śmieci. Past nie kupuję w ogóle, ani nie robię. To prawda, ze w głowie wszystko siedzi. Ty jesteś idealnym przykładem, ze jak się chce to można. A może warto te wszystkie 'muszę' na końcu postu zamienić na 'chcę' wtedy nie czuje się takiej presji :) a cel myślę, że osiągniesz. Już raz ci się udało, powodzenia :)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Macie rację, muszę odpuścić .
Bardzo chciałam to usłyszeć od niego
Bo tak bardzo nie chciałam w to uwierzyć.
On swoim zachowaniem też pokazywał niestabilność.
Tym bardziej że ostatnio jak się że mną kontaktował to jak się spytałam czy serio chce się rozstać przez msg to powiedział że nie Ale zadzwoni żeby coś ustalić.to powiedział że chce przez 2 miesiące ograniczyć kontakt bo musi być na diecie doprowadzić zdrowie do porządku i bez sensu żebyśmy się w tym czasie schodzli bo on będzie nerwowy wkurzony głodny i nic z tego nie będzie. Jak znowu zaczynam ględzić o spotkaniu , zakończeniu tego i oddaniu rzeczy to się mnie pyta czy jestem pewna że chcę aby oddal mi rzeczy. Wczoraj jak znowu poruszyłam temat- to mówi że jak będę tak marudzić to się nawet na kawę już nie umówimy.
Dlatego chciałam to usłyszeć, mieć jak amen w pacierzu że nie mnie kocha, nie chce być. Wtedy to do mnie dotrze. Bo raz mówił tak, raz inaczej.
Głupio trochę aby 34 letni facet zrywal przez Messenger. Nasza znajomość trwa ponad 4 lata z czego razem byliśmy 1.5 roku no i kurde głupio tak.
Wiem że macie rację. Więcej już nie będę prosić. Prosiłam ze 3 razy. Chciałam żeby chociaż miał odwagę spojrzeć mi w oczy. Myślałam że szanuje mnie chociaż na tyle aby się rozstać jak człowiek. Osobiście. No ale skoro ja mam się tak prosić to faktyczne bez sensu. Powiem mu tylko że skoro nie ma zamiaru powiedzieć mi tego prosto w oczy niech po prostu zapomni że ktoś taki jak ja byl w jego życiu.
Tylko wiecie spotkam go gdzieś na mieście i co ? Mam uciekać na 2 stronę ulicy? Udawać, że nie znam??
Dlatego mi tak zależało.
Ale widocznie nie ma wyjścia .

Dziś postaram się ostatni raz zajeść smutki.
Był Mc donald. Makaron boloński. I ciasto tarta pistacjowa. No i kiełbaska z piekarnika, bo cały czas chodzi za mną z grilla ale jakoś nie ma okazji.
Porzygam się.
Ale postaram się ogarnąć .
Dla siebie.
  • awatar optimistic.: Dobrze robisz. Faceci są różni. Z jednym ex, z którym byłam 5 lat - jak widzimy się na ulicy to udajemy, ze się nie znamy. Poblokował mnie wszędzie. To ja zerwałam i dumą urazona. Ale np. z drugim normalnie rozmawiamy i jest pełna kultura. Można! Trzymam kciuki, żebys szybko doszła do siebie, a żeby S. z czasem stał sie mglistym wspomnieniem.
  • awatar tease: Ogarniaj sie trzymam kciuki. Dobrze ze odpuszczasz znajomosc z s. Z czasem zaczniesz o nim myslec coraz mniej i w koncu zacznie sie układać ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (2) ›
 

 
No i dziś jeszcze powiedział że jak będę tak dramatyzować
to się nawet na kawę nie umówimy. Pff.​​Znowu siedzę i płaczę.
Bo pisze S.
Ale o tym zaraz.
Dawno się nie odzywałam, bo i nawet nie było kiedy.
Jakiś taki zalatany był ten tydzień i ten poprzedni.
Co do tej pracy, o której pisałam w poprzednim poście- zadzwoniła babka i powiedziała że nie przeszłam do 2 etapu rekrutacji.
No nic, trudno może ten brak doświadczenia mnie zdyskwalifikował. A liczyłam, że chociaż mnie na rozmowę zaproszą. No ale nic, trudno.
Jest inny konkurs. Na inspektora ds ocen oddziaływania przedsięwzięć na środowisko.
Wymagania niezbędne spełniam.
A w dodatkowych jest mile widziane chociaż pół roczne doświadczenie w tym temacie.
Nie wspominają nic o prawie jazdy więc może się uda.
Bo obecna robota to mnie wykańcza psychicznie i fizyczne . Nogi to mi w tyłek włażą od 8h latania po magazynie. Dodatkowo kierowniczka każe nam wpinać do akt rozpatrzone już wnioski 500 plus i 300 plus
Ale my jak się obrobimy ze swoją robotą to zostają dosłownie 2 h dziennie a to kropla w morzu tego co mamy do wpiecia. Rozkładamy to tylko numerami na tyle magazynu i to się piętrzy tylko. My we dwie nie dajemy rady.
Co do diety lipa- po zabiegu fajnie mi 2 kg zleciały, a teraz przybrałam chyba nawet i więcej.
Aż się boję wchodzić na wagę.
Ale czuję i po kondycji bo coraz gorsza, i czuje jak uda mi się obcierają.
Nie chce taka być. Nie chcę tego czuć.
A cały czas niestety zajadam smutki.
Niestety ale obiad w Mc donaldzie a potem kawa, ciasto i obfita kolacja to była norma.
Apetyt mam niepohamowany.
Zobaczę coś, narobię sobie ochoty i zaraz muszę iść i to zjeść. Nie za tydzień , nie za dwa tylko teraz. Bo będę chodzić, myśleć.
Jak to jest że kiedyś dawałam radę zdrowo jeść i ćwiczyć a teraz nie daję rady. Psychika? motywacja??
Muszę zakończyć to obżeranie się i latanie po knajpach . Nie tędy droga. Ale tylko żarcie przynosi mi ulgę . Na chwilę.Niestety.
Ciężko mi jak widzę inne pary.
Jak są szczęśliwe.
Ciężko mi pogodzić się z tym, że facet którego kocham mnie nie chce.
Planowaliśmy wspólne życie.
A teraz nie ma nic.
Pustka.
Zostało samotne życie.
Smutne życie.
Nie chcę isć do psychologa.
Muszę poradzić sobie z tym sama.
Bo sama muszę to przetrawić i zrozumieć .
Nikt mi tego nie przetłumaczy.
Muszę się ogarnąć.
Nie chcę być desperatką sfrustrowaną.
S ostatnio się odezwał.
Spytał się jak moje zdrowie po zabiegu.
Akurat był na urolpie . Podejrzewam że z ojcem się przyczepką wybrali bo jego tata ma taką.
Zawsze mówił że woli być dwa dni w jednym mieście, dwa dni w innym i pozwiedzać.
Bo po jego fotkach na insta tak wywnioskowałam.
Spytałam się kiedy się spotkamy i kiedy mi odda rzeczy i pare innych spraw poruszyłam.
To powiedział że przez to moje marudzenie zastanawia się czy się w ogóle d mnie odzywać, żeby nie wywołać wilka z lasu .
Powiedziałam że chcę to usłyszeć od niego, prosto w oczy, wtedy będę nie będę już marudzić, zaakceptuję to i dam mu spokój.
To napisał no , fakt , strasznie mnie niepokoiłaś ostatnio , ale nieważne, będziesz miała załatwione.
I powiedziałam że ma mi to powiedzieć prosto w twarz że mnie nie kocha, nie chce ze mną być, że jestem irytująca, nudna, gapa, życiowy nieogar, beznadziejnie nudna, ociemniała, jak kupa mokrego papieru. .
To powiedział że usłysze to co mi powie.
No zobaczymy, może w końcu zbierze się na odwagę powie mi to i będzie mi łatwiej to zaakceptować.
Oby.
Kiedy to minie dziewczyny? Ten ból?
To niedowierzanie?
Co jest ze mną nie tak?
Minęły 2 miesiące a ja dalej wyje jak bóbr.
Ale muszę się ogarnąć.
Sama . Bez niczyjej pomocy .
W pracy nie potrafię się przynać, że mnie zostawił .
To chore .
Jak się pytają co u mojego to mówię że ok i ucinam temat.
To chore. Wiem to.
Ale nie mogę przez to rujnować swojego zdrowia.
Muszę zacząć normalnie spać, tylko jak? Skoro legalne środki na sen nie pomagają.
Przestać się obżerać tylko jak?
Jak to mi przynosi ulgę.
Muszę zaczać w końcu ogarniać swoje zdrowie.
Bo się sypie .
Nie mam żadnych znajomych, koleżanek żeby jakoś zająć czas i nie myśleć.
Ostatnio spotkałam na mieście dwie ze studiów.
Obie powiedziały że się trzeba zgadać na kawę.
Tylko podejrzewam że to tylko takie gadanie.
No ale nic łapcie coś fajniejszego trochę zdjęć.
Dziś, pomimo że preferuję wytrawne śniadania zrobiłam omlet z mąką owiasiną z rocicottą . Pycha
Przepis pochodzi z bloga Qhenne Inspiracje .





A zazwyczaj bywa to jajecznica. w sobotę planuję z kurkami.





Ostatnio był też makaron po bolońsku





Oraz kokardki z mięsem mielonym , pomidorami i warzywami





Ostatnio miałam ochotę na łososia. Więc poszłam do knajpy.
Ale średni był.





I nalesniki od fit patki




I zanim on się dziś odezwał był godzinny spacerek.



  • awatar kraseczka: Nie potrafię wejść od razu w nowy związek Muszę przejsć swoją żałobę. A na prawko póki co kasy brak.
  • awatar czarne słonko: kochana tez jestem świeżo po rozstaniu tez jest mi ciężko ale u mnie było trochę inaczej J pił i to konkretnie niestety :( Byliśmy ze sobą prawie 2 lata jest mi ciężko się pozbierać mimo tego ze to ja go zostawiłam ale wiem że muszę się jakoś pozbierać i uwierz mi tez nie mam z kim pogadać. Wydaje mi sie ze musimy po prostu zawalczyć o siebie pokazać im co stracili
  • awatar tease: Trzymaj sie kochana moze to banal, ale czas naprawde leczy rany. Trzeba sie skupic na sobie, na swoim zdrowiu, zajac czyms mysli i powoli wszystko zacznie sie ukladac. No i to prawda ze zeby zapomniec o starej milosci trzeba znalezc nowa;) co do kolezanek, to moze czasem lepiej ich nie miec.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej Dawno się nie odzywałam ale miałam zalatany tydzień .
Życie u mnie toczy się dalej.
2 tygodnie w pracy po zabiegu minęło.
Pierwszy tydzień był masakryczny.
Miałam wrażenie że to gardło znowu mnie bolało tak jak przed zabiegiem.
Bolało mnie gardło, bolała mnie głowa i mięśnie i kręgosłup
od zasuwania z ciężkimi teczkami po magazynie.
W tym tygodniu było trochę lepiej, ale nie było tej dziewczyny
co ze mną pracuje, więc miałam trochę roboty przy biurku.
Więc w tym tygodniu było lepiej.
Jest bardzo fajna oferta pracy- w moim zawodzie wyuczonym.
Studia mam skończone.
Specjalista ds ochrony środowiska w wojskowej bazie u nas w mieście.
Ogłosili się na Urzędzie pracy.
Wymagaja studia kierunkowe, które posiadam, i preferowane 2
lata doświadczenia zawodowego.
Nie piszą czy chodzi o doświadczenie w zawodzie na stanowisko na które jest ogłoszenie, czy po prostu 2 lata stażu pracy.
A ja mam za sobą ponad 1.5 pracy w MOPSIE.
Ale składam, a jak mnie zaproszą to biorę na żądanie
i pójdę na rozmowę nie przepuszczę takiej szansy.
Proponują 3100 brutto na okresie próbnym, więc myślę że warto.
No ja mam 300 zł btrutto więcej obecnie,
ale mam dość tej roboty. Serio. Tej roboty. Tego magazynu.
Chyba dziewczyny dobrze robię no nie? Warto się przemęczyć
za mniejszą kasę ale mieć szansę na lepszą pracę.
A kasa czasem pewnie będzie wyższa .
Wiele osób mi odradza, bo mówi a tu masz lepsza kasę, znasz robotę.
Ale nie chcę tu pracować i niszczę zdrowie i kręgosłup.
Mam studia odpowiednie, 1.5 roku pracy w administracji. Może się uda.
Może za taką kasę specalisty nie znajdą a wezmą mnie.
Co do S. to narazie się nadal nie odzywamy ze sobą , nie spieszy mu sie aby oddać mi rzeczy.
Kusi mnie żeby się do niego odezwać ale sama nie wiem .
Narazie odpuszczam.
Powoli akceptuję to , że jego nie ma i że jestem sama.
Co nie znaczy że o nim zapominam.
Bo nie.
Niestety cały czas kocham i tęsknię.
Uciekam w seriale, oglądam do 1 w nocy.
Zaczęłam robić hybrydy na które wcześniej nie miałam czasu.
Próbuję czymś zająć głowę, ale tylko gdy kończę
znowu wracają myśli do jego osoby.
Wczoraj polatałam po galerii. kupiłam sobie elegancką bluzkę, bo jednak liczę ze na tą rozmowę mnie zaproszą.
Poszłam na kawę do kawiarni w której 1 raz się spotkaliśmy. Lubiliśmy tam chodzić.
Siedziałam tam, piłam tą kawę i oczami wyobraźni widziałam go przed sobą.
Że tam siedzi.
Ale nie siedział i już go nie ma.
Dziś miałam masę rzeczy w planach. Nie zdążyłam posprzątać. Ściągnęłam hybrydy, co mi zajęło ponad 1 h. Zrobiłam obiad - dawno zapomniany przeze mnie spaghetti z łososiem, cukinią i marchewką.
Potem zabrałam się za robienie wegańskiego paprykarza.
Boże ja jak coś gotuje tyle czasu mi schodzi że zrobienie tego makaronu i paprykarza zajęło mi tyle czasu że skończyłam o 7 .
Obiad to godzina i zrobiony , ten paprykarz też się prosty wydawal ugotować marchew, ryż soczewicze usmażyc cebule z czosnkiem wszystko zbleddowac, doprawic i wymieszac z ryzem .
nie wiem co mi tyle czasu zajęło.







  • awatar krucha_perfekcja: ‚2 lata doświadczenia zawodowego’ tj. ‚2lata pracy na podobnym stanowisku’, jednak mimo to warto spróbować- zawsze to dodatkowe doświadczenie. ;) jeśli chodzi o byłego- gdy za nim tęsknisz, przypomnij sobie, dlaczego się z nim rozstałaś- szybko oprzytomniejesz... jeśli chcesz odzyskać rzeczy, to napisz mu np. smsa czy na messengerze o tym wprost, wyznaczając datę i termin. jeśli nadal nie uporałaś się z rozstaniem, to nie chodź w ‚Wasze ‚ miejsca, bo tylko się dobijasz... :(
  • awatar tease: Jesli cie zaprosza na rozmowe to idz, zmiana na pewno dobrze ci zrobi, a z czasem wiadomo i tak mozna zarabiac wiecej. Co do chlopaka to lepiej sie nie odzywac. Nie wiem jak tobie, ale ja jak z kims nie mam kontaktu, nie rozmawiam, nie widze tej osoby to jakos latwiej mi sie o niej zapomina. Z dnia na dzien coraz mniej mysle o kims i w pewnym momencie nie mysle juz w ogole.
  • awatar optimistic.: To okres próbny, później zazwyczaj jest więcej. Z resztą to tylko 300 brutto, więc nie ma co na to patrzeć. Ja kiedyś zrezygnowałam z pracy na rzecz... stażu. Żeby mieć sensowne doświadczenie. :D także powodzenia!! PS. Aneta jestem, miło mi. :D
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Tak się właśnie czuję dziś.
Dziś minął 2 dzień pracy.
Całe 8 h wkładałam i wykładałam teczki z magazynu.
Na tym polega moja praca.
Totalnie wyłączająca myślenie.
Niczym nie różniąca się od pracy na produkcji .
Myśleć nie trzeba, fizycznie sie zasuwa.
Dziś dowiedziałam się że na salę nie wrócę.
Kierowniczka, jak i dyrektorka wiedzą, że szukam innej pracy.
Ta kierowniczka sali myślała że jak powie dyrektor że szukam innej pracy to się wystraszy i mnie przeniesie ale chyba jednak nie.
Mam mega doła.
Czuję się jak totalne dno.
Cały czas po głowie krążą mi jego słowa.
Ciotowate podejście
Nieogar życiowy
Kupa mokrego papieru
Gapa
Irytująca
Beznadziejnie nudna
Ociemniała
Inteligencja mi spadła
Zero hobby
Zainteresowań
A jakie on miał zainteresowania. Chodził na siłownię i czasami poczytał exela .
Tyle.
Ja jak byłam zdrowa też ćwiczyłam.
Na książki nie miałam czasu bo dojazd do pracy zabierał mi dużo czasu.
Naprawdę jestem aż tak bardzo gorsza od niego?
W pracy to się zaczęłaś cofać mimo awnasu i podwyżki.
Awans na magazyn haha.
Taka byłam zła i wściekła po pracy że poszłam do KFC i się nawpieprzałam gówna.
To właśnie cała ja.
Potrafię się jedynie użalać nad sobą i nawpieprzać.
Nawet nie zasługuję na to żeby facet osobiście sie ze mną rozstał.
Pracuję w urzędzie, na magazynie akt.
To naprawdę aż taka ujmująca praca?
Żeby mówić ze się cofam?
Powinnam się wstydzić??
Że z wykształcenia inżynier na magazynie zasuwa??
Bo po tych jego słowach tak się właśnie czuję i zaczynam w nie wierzyć.
Że na nic już w życiu nie zasługuję bo jestem tępa głupia i nudna.
Wcześniej faktycznie byłam inna .
Ale mi do głowy przychodzi tylko to ,
że stało się tak że byłam ciągle permanentnie chora przez te migdały.
No bo jak to inaczej wytłumaczyć?
Ktoś nie zmienia się ot tak, bez powodu.
Zawsze powód jest.
Tym bardziej że tęskniłam za dawnym życiem.
Że wrócę do domu, będę mieć siłe by poćwiczyć, coś porobić.
Czy to tylko takie tłumaczenie sie chorobą?
Dzis znowu siedziałam i płakałam.
Załamana swoją beznadziejnością.
Kiedy ja się w końcu ogarnę??I wezmę i garść??
  • awatar kraseczka: @black5775: @kraseczka: A co u Ciebie??/
  • awatar kraseczka: @black5775: Muszę poradzić sobie sama z tym ;)))
  • awatar black5775: Zastanawiałaś się nad psychologiem/psychiatrą? Nie pisze tego złośliwie tylko z troską, bardzo źle się czyta takie wpisy i obawiam się, że sobie sama nie poradzisz a ten facet jeszcze bardziej cię wciąga w kompleksy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (4) ›
 

 
Hej
Piszę do Was w piątkowy wieczór.
Ostatni dzień zwolnienia.
W poniedziałek już do pracy.
Wczorajszy dzień zleciał nawet nie wiem kiedy.
Na śniadanie wpadły naleśniki z twarogiem, mixitellą z liofilizowaną truskawką (taka sobie ).
Na obiad sadzone . Oczywiście nie udało mi się zrobić lejącego żółtka.









Potem korzystając z pogody zaliczyłam 1.5 h spokojny spacerek- po zabiegu trzeba było się trochę rozruszać.

Uwielbiam las i naturę.








Dziś za to rano pojechałam do fryzjera.
Potem w ramach ostatniego dnia wolnego poszłam sobie na pizzę.
Chodzę do knajp sama, ale jednak takie wypady samemu to lipa.
Nie ma się do kogo odezwać. Z kim podzielić opinią.
Ludzie się dziwnie patrzą, a jak widzę szczęśliwe pary to sama mam szklanki w oczach.
Jeszcze mi nie przeszło.
Możecie mówić co chcecie, ale jednak myślę że ten kto nie był szczęśliwy z drugą osobą nie zrozumie że jednak życie w pojedynkę to nie to samo. Jednak czegoś brakuje.
Jasne, może dla niego z perspektywy czasu te chwile nie były szczęśliwe, ale dla mnie były.
I te dobre pamiętam.
A na kolację pół kg czereśni.
Dziś mnie boli trochę nie wiem czy te nisze pomigdałowe, czy gardło , czy po prostu mało dziś piłam i się trochę gardło wyszuszyło ale coś tam mnie kurde boli. Czy może po tej pizzy.
Niedobrze. No ale nie panikuje, zobaczymy jutro.
Już mam oczywiście wizję zapalenia gardła . Zawsze może mi tylną ścianę zaatakować.
Ale po prostu po roku walki z zapaleniem gardła każdy ból wiąże się u mnie teraz z paniką.
Bo zawsze się to tak zaczynało.
Mały ból, trudności w przełykaniu a potem antybiotyk.



  • awatar zjawisko dyfuzjii: kiedys zawsze sie kogos znajdzie:( przepyszne zdrowe jedzonko!!
  • awatar tease: jeeejku ja w tym roku kupiłam kilka razy czeresnie i wszystko robaczywe. Ja niestety nie pomoge w sprawach sercowych bo nigdy zakochana nie byłam,
  • awatar mąka krupczatka: Daj sobie czas i poszukaj kogoś nowego ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (3) ›
 

 
Dziś już środa.
Jeszcze 2 dni i koniec wolnego.
Czas wrócić do pracy, po ponad 3 tygodniowej przerwie.
Nie było mnie w pracy od 20 czerwca.
Ani trochę nie chce mi się tam wracać.
Trochę sobie odpoczęłam- to fakt.
I dobrze, że te migdały mam za sobą.
Boję się tylko jak wrócę- bo w pracy ciągle chodzi klima/nawiew.
Bo mojej współpracownicy albo ciągle zimno albo za gorąco.
Nie mogę jej zabronić przecież używać tego.
Dlatego boję się że mimo wszystko to gardło będzie mnie boleć.
Miałam też zaproszenie na rozmowę o pracę na dzisiaj.
Ale musiałam zrezygnować bo kompletnie nie pasował mi dojazd tam.
Niestety brak prawa jazdy bardzo ogranicza moje pole manewru.
Do miasta w którym pracuje muszę dojechać 25 km, a miejsce zakładu to takie wygwizdowo że jeździ tam 1 MZK na 3 h.
Więc niestety zaczynam rozumieć co miał na myśli mój były mówiac że jestem nieogarem życiowym.
Brak prawka bardzo ogranicza.
Jak miałam 18 lat robiłam prawko, ale tak się zraziłam że teraz ani trochę nie mam ochoty.
Plus narazie kiepsko i ze zdrowiem i z kasą.
Jeszcze czeka mnie latanie po ortopedach z tą kostką.Bo tak czy inaczej lewa kostka mnie boli.
Nie wiadomo dlaczego, nie wiadomo skąd.
Po prostu zaczęła boleć. Sina nie była .
Może to stan zapalny jakiś.
No zobaczymy .
No i gastroskopia.
Wiem, że to prawko muszę kiedyś zrobić, ale teraz nie mam możliwości.
Teraz jak już mogę jeść zaczęłam robić naleśniki i omlety z zakupionych przeze mnie e-booków.
Bardzo dobre. Naleśniki orkiszowe smakują mi bardziej niż z mąki pszennej.
Zrobiłam też Moussakę.
Z ziemniakami, cukinią, mielonym mięsem ,beszamelem kminkiem, oregano, rozmarynem. Pycha, chociaż trochę bolał mnie żołądek od smażonego mielonego mięsa.
Mam w planach jeszcze na weekend może cos w przyprawie Gram Masala zrobić. Bo nie jadłam nigdy
Zobaczymy. Ogólnie bardzo lubię gotować i piec o ile mam czas. Nie lubię gotować po pracy zmęczona i głodna. Dlatego często chodzę do barów mlecznych ale muszę to zmienić. Jednak co zrobione w domu to lepsze.
W piątek idę do fryzjera pofarbować włosy i obciąć. Bo lubię mieć takie do ramion .
Po wizycie chyba pójdę do włoskiej knajpy na makaron jakiś dobry .
Bo jeszcze tam nie byłam.
Niestety sama.
Każde nowe danie i knajpę odkrywałam zawsze z S.
Ale tego już nie ma.
Mimo, iż nie mogę się z tym pogodzić.
Zawsze, co 2-3 tygodnie szliśmy coś zjeść nowego, dobrego, coś czego nie jedliśmy.
Ale muszę stanąć jakoś na nogi .
Dziś mija 2 tyg od zabiegu.
Gardło jeszcze trochę boli.
Większość rzeczy już mogę jeść.
Wiadomo trzeba uważać jeszcze na ostre, smażone.
Ale jakieś jajka, kanapki, twarożki, zapiekanki, naleśniki,gołabki, zupy z całymi kawałkami warzyw już jem normalnie.
Za tydzień w sobotę może z siostrą sobie zrobimy wypad jakiś do kina i na kawę bo mi truje.
Chyba chce mnie pocieszyć, ale ja wolę o tym nie rozmawiać .
Jeszcze mi się okres spóźnia. Chyba przez ten zabieg.


1. Naleśniki orkiszowe z Ebooka Fit-Patka z twarogiem i mixitellą z orzechów ziemnych z gorzką czekoladą. Pycha.







2. Placuszki serowe z mixitellą z orzechów laskowych z mleczną czekoladą i proteiną. Też mycha, ten krem z orzechów laskowych dużo lepszy niż z ziemnych.




3. Moussaka








4. Gołąbki siekane


  • awatar tease: No prawko to duży stres i wydatek, no a później jeszcze kupno samochodu i znowu opłaty. Smacznie brzmią te przepisy. Ja dzisiaj byłam u fryzjera obciąć włosy, a pofarbuję sobie może w przyszłym tyg :) Oby z kostką bylo wszystko ok.
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Wczoraj byłam na kontroli z gardłem.
Wszystko się ładnie goi.
Opuchlizna nieznaczna.
Ogólnie też się czuję coraz lepiej.
Dostałam zwolnienie jeszcze na kolejny tydzień.
Potem już wracam do pracy.
Będzie jeszcze jedna kontrola-
przy odbiorze wyniku Histopatologicznego wyciętych migdałów . Mam nadzieję, że będzie wszystko ok.
Trochę się boję, bo jednak przez rok czasu średnio co 5 tygodni miałam antybiotyk.
Pogoda nad morzem-tragedia-
od tygodnia zimno jak cholera.
Poniżej 20 stopni, deszcz i wiatr.
Weszłam dziś na wagę i po mojej papkowatej dietce zleciało 2 kg.
No ale już zaczynam jeść normalnie.
Zdrowo oczywiście.
Mam nadzieję, że kilogramy nie wrócą.
Będą lecieć w dół.
Słodyczy też przez ten tydzień nie jadłam, nie licząc tych budyni i kisieli.
Żołądek trochę mi się skurczył.
Więc już mam nadzieję będzie coraz lepiej.
W końcu, gdy będę już zdrowa będę mogła się zabrać za siebie. Szukać nowej pracy.
Postanowiłam, że przez ten tydzień gdy będę siedzieć w domu będę zbierać rachunki i zapisywać ile wydaję na jedzenie.
Bo gdy chodziłam do pracy i jadłam obiady w barze mlecznym potrafiłam wydawać ponad 200 zł/tydzień.
Duże kwoty.
Zobaczymy, ile wyjdzie teraz.
Wiem, że marudzę tu ciągle na temat S.
No ale co zrobię, że pomimo tego wszystkiego go kocham.
To mój pamiętnik, moja odskocznia, miejsce do wyrzucenia żali, myśli.
Na codzień w ogóle na ten temat nie rozmawiam.
Tematu nie ma .
Tutaj mogę pomarudzić i podejrzewam że dopóki nie przestanę go kochać temat będzie się ciągnął, nawet do tej pory nie zdecydował się oddać mi rzeczy.
Może jestem głupia, naiwna, to moja 1 taka poważna miłość. I ja po prostu w to wszystko nie wierzę.
Że to się stało.
Nic nie powiedział mi prosto w oczy jeszcze .
Gdy to powie, bez zawahania wtedy uwierzę.
  • awatar tease: Wynik pewnie bedzie ok bo to standardowo wysylaja wiec raczej nie ma sie co zamartwiac. A z chlopakiem no coz wszystko wymaga czasu. Proste ale prawdziwe. I mozesz sie zalic tutaj ile wlezie w koncu tak jak napisalas to twoj blog a wiadomo po wyrzuceniu z siebie paru slow od razu lepiej sie czujemy
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś mija 8 dzień od zabiegu.
I widzę malutką poprawę.
Wczoraj jeszcze była masakra.
Dziś troszeczkę lepiej.
Zjadłam środek miękki od chleba z serkiem na śniadanie. Potem małego miękkiego banana.
A na obiad przełknęłam kluskę na parze.
Powoli odchodzę od papek na rzecz miękkiego jedzenia. Wszytko długo przeżuwam.
Boli oczywiście jak łykam.
I ogólnie jeszcze rany po migdałach bolą.
Przeciwbólowe staram się brać 3 razy dziennie a nie sześć .
Myślę że jakiejś znaczącej poprawy mogę spodziewać się za tydzień.
Pogoda nad morzem-tragedia.
16 stopni , mega wiatr, i pada.
Jutro mam kontrolę.
Mam nadzieję że będzie wszystsko ok .
I że dostanę L4, bo od jutra kończy mi się urlop i od poniedziałku musiałabym iść do pracy.
Już nawet dzisiaj jedna znajoma pisała, czy będę.
Ale ja jeszcze nie czuję się na siłach tam zasuwać.
Już można składać wnioski elektroniczne o 300 i 500 więc sezon się zaczął.
Zacznę się chyba rozglądać ponownie za inną pracą, gdyż na czas zabiegu przerwałam poszukiwania.
Przyszły dziś moje paczki. Mąki i erytrol, które zamawiałam i MIXITELLE.
Już nie mogę się doczekać tych gofrów i naleśników z nimi.
Zamówiłam na Eobuwie jeszcze sandały. Mam nadzieję, że będą pasować. No i książki od Małgosi muszą przyjść.
To już koniec moich szaleństw zakupowych.
Narazie wszystko mam.
Kolejne zakupy jesienią, mam nadzieję w mniejszym rozmiarze.










  • awatar tease: Ah na podkarpaciu też ochłodzenie, w końcu :P
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Dziś mija tydzień od zabiegu.
Poprawy znacznej nie ma.
Dalej przełknięcie chociażby wody to problem .
Dni mijają mi na szukaniu przepisów, które wypróbuję jak wyzdrowieje. Całkiem sporo ich. Oczywiście w miarę zdrowe propozycje obiadowe.
Mam już dość tych papek.
Serio.
Ile można.
Sił dalej też brak.
Dałabym się pokroić za chociażby kanapkę z serkiem.
Ciągle jestem głodna.
Oglądam seriale, filmiki na YouTUbe, czytam książki
I rozmyślam dlaczego ten facet mnie zostawił.
Jak już będę mogła jeść napewno mam w planach upiec chleb.
Chleb cebulowy z wędzonym serem- przepis z Thermomixa.
I jakąś fajną pastę warzywną. Może już mi przyjdą książki od Qchnne Inspiracje.
Mam ochotę na jakiś paprykarz warzywny.
Pasztet warzywny.
I burgera warzywnego- ale bez fasoli, soczewicy,ciecierzycy, i kaszy jaglanej. Ale w każdym przepisie są te warzywa.
Jak znacie jakieś fajne przepisy to podawajcie.
Oprócz tego zdrowe gofry- z e book Fit Patki i naleśniki. Pizza kalafiorowa z pepperoni.Bolognese z boczniaków.Naleśniki z nadzieniem ruskim.
No dużo tego.
W piątek kontrola. Oby dał lekarz choćby na tydzień jeszcze zwolnienie .
Miałam ochotę też odwiedzić fajną włoską knajpę- no ale nie ma już z kim.
Dalej bez przeciwbólowych nic nie przełknę i mam szczękościsk. Niech już będzie lepiej.
  • awatar tease: Wszystko wymaga czasu i leczenie przelyku i zlamanego serca ;) a do knajpki zawsze mozna pojsc z siostra lub kolezanka ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Witam
Dziś 5 dzień od mojego zabiegu a wcale nie jest lepiej.
Dalej napicie się wody i zjedzenie czegokolwiek to wyzwanie.
Mówić też nie mogę.
Lecę ciągle na przeciwbólowych.
Jem głownie zupę krem i budyń.
Owoców nie można.
Tak około 3-4 miseczki po około 300 ml dziennie bo więcej nie daje rady.
Dużo pije.
Mam mało sił, dlatego głównie ciągle leżę.
Zresztą nawet takie są zalecenia lekarzy przez pierwsze 2 tygodnie po zabiegu.
Ciekawa jestem czy coś schudnę przez ten czas.
W piątek mam kontrolę, mam nadzieję że dostanę chociaż na te kolejne 5 dni L4 Bo nie wyobrażam sobie iść do pracy i zasuwać na tym magazynie.
Nie dam rady nawet.
Narazie siedzę i szastam tylko kasą.
Ale już dawno miałam kupić parę rzeczy, ale wstrzymywałam się ze względu na zabieg.
Kupiłam 2 książki QCHENNE INSPIRACJE.
Perfumy flow.
Degustacyjny zestaw MIXITELLI, bo zamierzam robić sobie naleśniki jak wyzdrowieję.
Mam jeszcze w planach kupić sandały, ale zobaczymy.
No i ogólnie jeszcze potrzebuję torebki, chciałam też ściągnąć kamień z zębów i kupić rolki- ale wszystko w swoim czasie.
Tęsknię za jakaś kanapką, taką jak na zdjęciu którą jadłam przed zabiegiem.
Mam już dość tych papek.
Ale po wygojeniu ran mam zamiar już wziąść się za siebie, mam nadzieję że zabieg pomoże i będę już się spoko czuła.
Na dworzu piękna pogoda a ja nie mogę siedzieć na słońcu.
Zazroszczę Wam urlopów, tym że macie z kim je spędzić .
Zazdroszczę tych weekendów, w które nie siedzicie same, że macie z kim iść na spacer, na obiad.
Ja tego już nie mam.
Mam nadzieję, że los się kiedyś do mnie uśmiechnie.


  • awatar tease: Sa plusy nie jedzenia - zmniejszy sie zoladek i na pewno cos z wagi zleci ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
No i udało się.
We wtorek mnie przyjęli na oddział, w środę zrobili zabieg.
I po migdałach.
Wczoraj po południu mnie wypisali
a teraz siedzę w domu i umieram.
Dobrze, że nie wzięłam wtedy tego antybiotyku,
co mi chciała przepisać.
Jakoś udało mi się podleczyć to gardło w domu.
Zabieg miałam pod narkozą, po zabiegu boli jak cholera nie powiem.
Dziś mija 4 dzień po zabiegu a ja dalej z trudnością przełykam wodę.
Dietę mam płynną, lekką.
Malutko jem.
Jak będzie z 500 kcal/dzień to sukces.
Nie idzie więcej.
Dobrze, że mam już to za sobą.
Mam nadzieję, że pomoże, bo jak nie, to nie wiem gdzie będę szukać pomocy.
Udało się zaoszczędzić kasę bo jakbym miała iść prywatnie to całkiem bym się spłukała.
Zwolnienia nie brałam bo mam urlop do 5 lipca, i jakbym wzięła to by mi wczasy pod gruszą przepadły.
W następny piątek też mam kontrolę i mam nadzieję że w razie co wtedy dadzą mi jeszcze te parę dni zwolnienia.
S jak miałam mieć zabieg to pisał co tam jak tam, czy czegoś potrzebuję, czy mi coś przywieźć.
Ale nie chciałam liczyć na jego łaskę, wszystko sobie ogarnęłam.
Po zabiegu też pisał czy czegoś potrzebuję.
Powiedział też, że jak się okaże że te migdały mnie tak załatwiły to dostanę kopa.
Nie wiem czy on naprawdę wierzy w to że ja bez powodu taka się stałam. Zawsze jest powód.
A jak tylko się zapytałam co tam u niego czy wszystko w porządku to cisza.
Nie ogarniam tego faceta.
Tęsknię za nim mimo to.
Byłam z nim szczęśliwa.
A teraz jest mi smutno.
  • awatar tease: Dobrze ze w koncu sie udalo zrobic zabieg, oby teraz twoj stan sie polepszyl ;)
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
W piątek byłam u lekarza rodzinnego aby obejrzał mi gardło.
Powiedziała, że stanu zapalnego nie widzi, jest lekko czerwone po lewej stronie,
ale mam używać dalej leków i będzie ok.
Poszłam potem do szpitala, dowiedzieć się czy mogę przyjść w takim stanie
babka powiedziała żebym przyszła, ale czy zrobimy zabieg będzie zależało od lekarza. Więc kuruję się ile mogę, i liczę na to że w końcu zabieg się odbędzie.
W sobotę S usunął mnie z grona znajomych na Fb,
po chili jednak wysłał z powrotem zaproszenie.
Stwierdził, że omyłkowo usunął mnie.
Na moje pytania kiedy się ze mną spotka żeby oddać rzeczy czy powiedzieć prosto
w oczy że mnie nie kocha unika odpowiedzi.
Zmienia temat .
Pyta kiedy idę do szpitala,czy ma mnie kto zawieźć.
Iże jakbym czegoś potrzebowała żebym dała znać.
Udaje , że się martwi.
Nie potrafię go rozgryźć.
Unika odpowiedzi na ważne dla mnie pytania.
Napisałam mu że ja po prostu nie wierzę w to wszystko co mi napisał.
Że dopóki mi nie powie tego prosto w oczy, stanowczo to nie uwierzę.
Że nie chcę szukać nikogo innego.
Że w każdym innym facecie będę szukać jego.
Napisał że tylu negatywnych cech, faktycznie będzie ciężko.
Widzę że coś mu jest coś go dręczy.
Nie wiem co.
W każdym bądź razie czy nam się uda czy nie muszę walczyć o swoje zdrowie.
Wrócić do dawnej figury.
Być pełna życia, aktywna. Zawsze chciałam kupić sobie rolki.
Bo jak byłam mała to lubiałam bardzo.
Chcę też w końcu zmienić tą robotę.
Ale to gardło póki co mnie blokuje.
Blokuje mi bardzo dużo rzeczy.
Dlatego tak bardzo chcę wyzdrowieć.
Wszyscy mi powtarzają, że to minie, poznasz kogoś,
będziesz znowu szczęśliwa.
No ale właśnie nie.
Bo to z nim byłam szczęśliwa.
Miał wszystko to, czego chciałam.
Bo są ludzie, z którymi relacje się nie zepsują,
nie ważne ile czasu się nie widzicie,
ile czasu nie rozmawiacie ,
zajmują pewne miejsce w sercu i nic nie jest w stanie tego zniszczyć.






 

 
Parę lat temu, gdy tutaj zaczynałam pisać byłam takim samym nieszczęśliwym człowiekiem jak jestem teraz .
Z kiepskim zdrowiem, figurą , bez znajomych i nikogo.
Siedziałam wiecznie sama, jakieś wolne, nie wolne, święta , sylwestry , majówki.
Nie miałam z kim ich spędzić.
Nie znosiłam weekendów- bo wiedziałam że ogarnę chatę, a potem będę siedzieć sama.
Podczas gdy inni spędzali czas z kimś, ciekawie , jadąc gdzieś.
Stwierdziłam że muszę się wziąść w garść doprowadzić zdrowie do porządku, i kiedyś też poznam kogoś i będę szczęśliwa.
I tak się właśnie stało.
Wyleczyłam najpierw jedną chorobę, potem kolejną.
Nigdy nie byłam idealnie zdrowa zawsze z tym bądź tamtym był problem.
Ale te najgorsze rzeczy odeszły w niepamięć.
W końcu schudłam miałam fajną figurę.
I poznałąm jego- S, który nadał mojemu życiu barw.
Kochałam go, byłam z nim szczęśliwa.
W końcu zaczęłam gdzieś wychodzić,przestałam być wiecznie sama. Miałam go.
Zawsze gdzieś dawne kompleksy we mnie siedziały, dlatego trochę dziwnie się zachowywałam, bałam poznać rodziców czy znajomych.
Ale było mi naprawdę z nim dobrze.
I teraz powróciłam do tego stanu sprzed kilku lat.
Znów jestem sama, nie mam nikogo.
Wiecznie chora i gruba .
Dane mi było przez chwilę być zdrową i szczęśliwą, ale to już minęło.
Tego już nie ma.
Znowu jest ta mogiła.
Wczoraj byłam ostatni dzień w pracy. Bo zaczynam długi, ponad 2 tyg urlop aż do 5 lipca.
I co. Jestem chora, siedzę w domu, zabieg nie wiem czy się odbędzie.
Jak się nie odbędzie to tak czy inaczej urlop spędzę siedząc sama w domu, na żaden rower nie pójdę bo mój stan zdrowia na to nie pozwala.
Dziś jest wolne, piękny dzień.
Każdy jakoś aktywnie spędza czas, z kimś, z ukochaną osobą.
A ja jak zwykle w czarnej dupie.
Jak tu być szczęśliwym?
Nie potrafię.
S odkąd napisał mi że chce się rozstać, na messenger do tej pory się ze mną nie spotkał żeby mi powiedzieć to prosto w twarz i żeby oddać mi rzeczy.
Miga sie od tego, nie wiem o co mu chodzi.
Mam wrażenie że ten człowiek sam nie wie, czego chce.
Tak czy inaczej, jeżeli mój zabieg się nie odbędzie, od niego raczej pieniędzy nie pożyczę na to żeby iść prywatnie.
Ogołocę się całkiem, nie zostanie mi kompletnie nic na koncie, dołożę z wypłaty i jakoś sama to ogarnę.
Teraz muszę liczyć tylko na siebie,
najgorsze jest że sezon w robocie tuż tuż i iść na L4 w sezonie to strzał w kolano, ale w dupie mam tą robotę, najwyżej mi umowy kolejnej nie przedłużą a mam do końca 2020 roku bodajże .
Dlatego liczyłam że uda się ten zabieg zrobić teraz, jak mam urlop. No ale zobaczymy.
I tak mam przerąbane już.
Bo u nas w tej pracy cyrki się dzieją.
Kiedys weryfikacja, obsługa akt i sala obsługi klienta to był jeden dział.
Potem było za dużo o jednego kierownika i trzeba było utworzyć dla niego dział nowy .
To co rozdzielili salę obłsugi i weryfikację.
Sala obsługi to jest inny dział a weryfikacja + obługa akt (czyli zapieprz na magazynie i wysyłka ) to drugi dział.
Wszędzie jest za mało pracowników.
Kierownicy przeciągają na swoją stronę co lepszych.
Moja kierowniczka uparła się że zostaję na magazynie bo tam oczywiście nie ma komu zapieprzać.
Bo gdzie panie weryfikatorki będą po magazynie za teczkami latać.
A ja wolałabym wrócić na salę.
Podchwyciła to obecna ich kierowniczka .
Zagadała chyba do zastępcy dyrektora.
Ona ostatnio mnie wezwała spytała jak się pracuje po rodziale . Powiedziała że dowiedziała się że wolałabym pracę na sali, niż na tym magazynie z wysyłką i że szukam pracy poza ośrodkiem.
Że ceni moją pracę i zagada do głównej dyrektor o mój powrót na salę .
Nie wiem kto mądry wpadł na pomysł zeby mówić dyrektorce że sie szuka gdzie indziej pracy.
Być może ta obecna kierowniczka sali, bo chce żeby mnie tam dali.
W każdym bądź razie jak dyrekcja wie że szukam gdzie indziej pracy to jestem 1 osobą na odstrzał jak będą cięcia etatóww . A na bank będą bo nam zmniejszyli koszty obsługi z 1,5 % na 0,85 %.
Więc niebawem ktoś poleci.
Do S narazie się nie odzywam.
Nie potrafię go rozgryźć.
Rozstał się, ale nie chce oddać rzeczy.
Boję się że jak przestanę się do niego odzywać to pomyśli że już mam go w dupie, a nie mam niestety.
Mimo tego wszystkiego cały czas go kocham.
Codziennie myślę.
Nie jest łatwo się odkochać.
Mam jakiegoś pecha do owoców, czy to truskawki czy czereśnie nie mogę trafić na słodkie .
Kwaśne to wszystko.
Ale mama zrobiła ostatnio pierogi z truskawkami więc wleciało trochę na pocieszenie .







  • awatar Gniazdo Os: Kochana jestem z Tobą;) Poniekąd rozumiem, co czujesz..
Dodaj komentarz ›/ Pokaż wszystkie (1) ›
 

 
Mój zabieg za 2 tygodnie a mnie zaczyna boleć gardło.
Świetnie po prostu.
Teraz już za późno na antybiotyk.
A jak będę chora to zabiegu mi nie zrobią.
Dlaczego zawsze 2 tygodnie przed zabiegiem musi mnie zacząć napieprzać to gardło.
Wszystko się sypie znowu.
Mam dość serio.
S w ubiegłą sobotę wysłał mi życzenia na urodziny.
Napisałam że jest mi przykro bo liczyłam że spędzimy ten dzień razem.
Napisał że się nie nadaje dla mnie, kiedyś było kiedyś , spytał czy napewno chcę aby przywiózł mi moje rzeczy.
Powiedziałam że mam nadzieję że ogarnie się i do siebie wrócimy.
Widzę, że on tego nie chce, boi się spotkać i powiedzieć mi to wszystko w twarz , nie chce oddać mi moich rzeczy .
Nie ogarniam tych facetów.
Od tamtej pory nawet się nie widzieliśmy.
Nie wiem o co mu chodzi może faktycznie potrzebuje czasu.
Kocham go i jest mi ciężko.
W niedzielę z siostrą, szwagrem, szwagra bratem i jego żoną pojechaliśmy do Darłówka.
Z szwagra rodziną widzę się od święta, ale tak się dołączyli na przyczepnego.
I oczywiście pytanie pierwsze szwagra brata żony kiedy ślub biorę.
Więc było mi bardzo miło.
No ale tak to bywa każdy ciekawski.
Miałam dziś przeglądać oferty pracy ale to gardło zaczyna mnie boleć , nie wiem co z tym zabiegiem i od roku uniemożliwia mi to zmianę pracy.
W sobotę robiłam tego omleta z serem pleśniowym- dobry był a w niedziele siostra uraczyła naleśnikami.